środa, 11 kwietnia 2012

"Szekhina" (Obecność chwały Pana)

Jakim ogromnym światem do wędrówek i morzem do pływania jest ten nasz Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa? Jest Wieczny, to znaczy, że był wcześniej niż czas i jest od niego całkowicie niezależny. Czas się zaczął w Nim i w Nim się skończy. Bóg nie składa mu hołdu i wraz z jego upływem nie zmienia się. Jest Niezmienny, co znaczy, że się nigdy nie zmienia i nigdy nie może się zmienić, nawet w najmniejszym stopniu. Aby się zmienić, musiałby stać się gorszym, a potem lepszym. Żadnej z tych rzeczy nie może uczynić, ponieważ będąc doskonały nie może być jeszcze doskonalszy, a gdyby był mniej doskonały, nie byłby Bogiem. Jest Wszechwiedzący, co znaczy, że w jednym momencie bez żadnego wysiłku wie o wszystkim, o wszystkich zjawiskach, relacjach i wydarzeniach. Nie ma On przeszłości ani przyszłości. Po prostu On jest i nie stosuje się do Niego żaden ograniczający i określający termin ludzki. Miłość, łaska i sprawiedliwość należą do Niego, również świętość, której nie da się opisać ani wyrazić.

Można tylko użyć jako porównania ognia, choć i to będzie dalekie od prawdy. W ogniu objawił się Pan w płonącym krzaku w słupie ognia przebywał w czasie całej długiej wędrówki przez pustynię. Ogień płonący pomiędzy skrzydłami cherubów, w Miejscu Najświętszym, zwany był w latach chwały Izraela "Szekhina" (Obecność chwały Pana), a gdy Stary Testament został zastąpiony Nowym, pojawił się w czasie Pięćdziesiątnicy jako płonący ogień, który spoczął na każdym uczniu.

Spinoza pisał o intelektualnej miłości Boga i w pewnym sensie miał rację. Ale największa miłość Boża nie jest intelektualna, lecz duchowa. Bóg jest Duchem i tylko duch człowieka może Go rzeczywiście poznać. W głębi ducha człowieka musi płonąć ogień, inaczej jego miłość nie ma w sobie nic z prawdy o miłowaniu Boga. Najwięksi w Królestwie Bożym to byli ci, którzy miłowali Boga więcej niż inni. Wszyscy dobrze wiemy, kim byli i chętnie oddajemy hołd ich głębokiemu i szczeremu oddaniu się. Musimy tylko chwilę pomyśleć, a ich imiona gromadnie pojawiają się z zapachem mirry, aloesu i kasji w pałacach z kości słoniowej.

Frederick Faber był jednym z tych, których dusza bardzo pragnęła Boga, tak, jak łania pragnie wody, wody ze strumieni. A bezmiar, w jakim Bóg objawił się jego szukającemu sercu, zapalił całe życie tego dobrego człowieka pełnią uwielbienia. Jego miłość odnosiła się do Trzech Osób w Trójcy w jednakowym stopniu, ale dla każdej z osobna odczuwał szczególne uczucie miłości. O Bogu Ojcu śpiewał on tak:

Tylko usiąść i myśleć o Bogu,
Jaka, to radość!
Powtarzać w myślach, wdychać Jego Imię,
Nie ma większego szczęścia na ziemi.
Ojcze Jezusa, nagrodo miłości,
Jaki to będzie zachwyt,
Upaść przed Twym tronem
I patrzeć, wciąż patrzeć na Ciebie!


Jego miłość do Jezusa była tak ogromna, że mogła go pochłonąć. Paliła się w nim jak święte i miłe opętanie, wypływała z jego warg jak stopione złoto. W jednym ze swych kazań mówi, że "gdziekolwiek się zwrócimy w Kościele Bożym, tam jest Jezus. On jest dla nas początkiem, środkiem i końcem wszystkiego” Nie ma niczego dobrego, świętego, pięknego i radosnego, czym by On nie był dla swych sług. Nikt nie musi być biedny, bo jeżeli dokona wyboru, może wybrać Jezusa jako swój najcenniejszy skarb. Nikt nie musi być przygnębiony, bo Jezus jest radością niebios, a Jego radość wchodzi do zasmuconych serc. Można przesadzać mówiąc o wielu rzeczach, ale nigdy jeśli chodzi o ogrom Jego miłości do nas. Całe nasze życie tęskni za rozmową z Jezusem, a jednak nigdy nie będzie końca miłym rzeczom, jakie możnaby o Nim powiedzieć. Wieczności nie wystarczy, aby dowiedzieć się, kim On jest, lub by chwalić Go za to, co uczynił. Ale wtedy nie będzie to miało znaczenia, bo będziemy zawsze z Nim i niczego innego nie będziemy pragnąć".

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz