poniedziałek, 30 kwietnia 2012

O Tobie mówi moje serce: Szukaj Jego oblicza!

Mówienie o bliskości Boga lub o oddalaniu się od Niego oznacza stosowanie tego wyrażenia w sensie odnoszącym się do naszych ludzkich, zwykłych relacji. Człowiek może powiedzieć: "Czuję, że mój syn zbliża się do mnie w miarę, jak dorasta", a jednak jego syn mieszkał z nim od chwili urodzenia i nigdy w całym swoim życiu nie był poza domem dłużej niż dzień lub dwa. Cóż więc ten ojciec miał na myśli? Miał na myśli to, że chłopiec coraz więcej go poznaje w sposób osobisty i lepiej go rozumie, że bariery myślowe i uczuciowe pomiędzy nimi znikają, i że ojciec z synem coraz bardziej łączą się w sercach i myślach.

Tak więc, gdy śpiewamy na przykład: "Przyciągnij mnie, bliżej i bliżej, błogosławiony Panie", nie mamy na myśli przestrzeni, ale mówimy o bliskości przyjaźni. Modlimy się o to, aby nasza. świadomość wzrastała, modlimy się o bardziej doskonałą świadomość Bożej Obecności. Nie musimy nigdy wołać poprzez pustą przestrzeń do nieobecnego Boga. Jest On bliżej niż nasza własna dusza, bliżej niż najskrytsze myśli.

Dlaczego niektórzy "odnajdują Boga" w sposób, w jaki inni nie mogą? Dlaczego Bóg objawia Swoją Obecność tylko niektórym, a wielu innym pozwala, by borykali się w połowicznym i niedoskonałym przeżyciu chrześcijańskim? Oczywistą rzeczą jest to, że wola Boża jest taka sama dla wszystkich. Nie ma On ulubieńców w swym domu. Nigdy nie uczynił nic dla kogoś, czego by nie uczynił dla wszystkich swoich dzieci. Różnica bierze się nie z Boga, ale z nas.

Weźmy choćby jakichkolwiek dwudziestu wielkich świętych, których życie i świadectwo są powszechnie znane. Mogą to być albo postacie biblijne, lub dobrze znani chrześcijanie z czasów późniejszych. Zaskoczy nas fakt, że nie byli oni podobni do siebie.

Czasami różnica była tak duża, że aż bardzo rzucała się w oczy. Na przykład, jak bardzo różnił się Mojżesz od Izajasza; jak niepodobni byli do siebie Eliasz i Dawid; jak bardzo różnili się od siebie Jan i Paweł, święty Franciszek i Luter, Finney i Tomasz a'Kempis. Różnią się oni od siebie tak, jak różni się ludzkie życie, różne rasy, narodowości, wykształcenie, temperament, przyzwyczajenia i osobiste wartości. A jednak wszyscy oni, każdy w swoim czasie, w którym żył, chodzili po wysokiej ścieżce duchowego życia, wznoszącej się ponad drogą przeciętności.

Różnice musiały być przypadkowe i w oczach Boga bez znaczenia. Podobni byli do siebie pod jednym istotnym względem. Co to było?

Zaryzykuję sugestię, że ich jedną wspólną, ważną cechą była wrażliwość duchowa. Było w nich coś otwartego na niebo, coś, co kierowało ich do Boga. Bez jakiejkolwiek próby głębokiej analizy po prostu wiem, że posiadali duchową świadomość, i że ciągle ją rozwijali, aż stała się największą sprawą ich życia. Od przeciętnej osoby odróżniali się tym, że gdy poczuli wewnętrzną tęsknotę, wówczas podejmowali jakieś działania; nie pozostawali obojętni. W ciągu całego swego życia nabrali zwyczaju reagować duchowo. Nie byli nieposłuszni niebieskiemu widzeniu /Dz.26.19/ Tak jak Dawid trafnie to określa: "O Tobie mówi moje serce: Szukaj Jego oblicza! Szukam o Jahwe, Twojego oblicza" /Ps.27.8/

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

piątek, 27 kwietnia 2012

W rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas

Adam zgrzeszył i w szalonej panice chciał zrobić to, co jest niemożliwe: próbował ukryć się przed Obliczem Bożym. Dawid musiał również mieć przedziwne myśli próbując uciec sprzed Oblicza Pana, ponieważ napisał: "Gdzież się oddalę przed Twoim duchem? Gdzie ucieknę od Twego oblicza?" /Ps. 139,7/ A potem w swoim psalmie, jednym z najpiękniejszych, opiewa chwałę boskiej wszechobecności. "Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś, jesteś przy mnie; gdy się w Szeolu położę. Gdybym przybrał skrzydła jutrzenki, zamieszkał na krańcu morza, tam również Twa ręka będzie mnie wiodła i podtrzyma mię Twoja prawica"/Ps.139.8-10/. Dawid wiedział, że Boża obecność i Boże widzenie stanowi to samo, że ta widząca Obecność była z nim zanim się narodził, patrzyła na tajemnicę poczęcia jego życia. Salomon z uniesieniem wołał: "Czyż jednak naprawdę zamieszka Bóg z człowiekiem na ziemi? Przecież niebo i najwyższe niebiosa nie mogą Cię objąć, a tym mniej ta świątynia, którą zbudowałem"? /2Krn.6.18/ Paweł zapewniał Ateńczyków, że: "... w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas, w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy"/Dz.Ap.17.7.28/.

Jeśli Bóg jest obecny w każdym punkcie przestrzeni, jeśli nie możemy iść tam, gdzie by Go nie było, dlaczego więc Jego Obecność nie jest powszechnie uznawanym i honorowanym faktem? Patriarcha Jakub na pustyni odpowiedział na to pytanie. Zobaczył wizję Boga i w zachwyceniu wołał: "Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem". /Rodz.28,16/.

Jakub nigdy, choćby przez najmniejszą chwilę nie był poza zasięgiem Jego Wszechobecności; ale nie wiedział o tym. Ludzie nie wiedzą, że Bóg jest tutaj. Ach, cóż to byłaby za różnica, gdyby o tym wiedzieli?

Jego Obecność i objawienie się Jego Obecności to nie to samo. Może być pierwsze, a nie być drugiego. Bóg jest tutaj, gdy my nie jesteśmy tego świadomi. Bóg objawia się tylko wtedy, gdy jesteśmy świadomi Jego Obecności. Z naszej strony musi zaistnieć stan poddania się Duchowi Bożemu, bo właśnie Jego zadaniem jest pokazanie nam Ojca i Syna. Jeżeli z Nim współdziałamy, okazując pełne miłości poddanie się, Bóg się nam sam objawi, a to objawienie się sprawi, że powstanie różnica pomiędzy formalnym tylko życiem chrześcijańskim, a życiem promieniującym pełnym blaskiem Jego Oblicza. /Wyj.34.5/

Bóg jest zawsze i wszędzie obecny, i zawsze chce się nam objawić. Każdemu chce objawić się nie tylko jako Ten, który istnieje, ale także takim, jakim jest. Nie trzeba było nalegać, by objawił się Mojżeszowi. "A Pan zstąpił w obłoku i (Mojżesz) zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Jahwe"./Wyj.34.5/ Pan nie tylko w sposób słowny ogłosił swój charakter, ale i objawił Mojżeszowi Samego Siebie tak, że skóra na jego twarzy lśniła nadprzyrodzonym blaskiem. Będzie to wspaniały moment dla wielu z nas, gdy zaczniemy wierzyć, że Boże obietnice o objawieniu się Jego Samego są rzeczywiście prawdziwe. Pan obiecał wiele, ale nie więcej niż naprawdę zamierza uczynić.

Nasze szukanie Boga przynosi rezultat tylko dlatego, że On sam zawsze chce się nam objawić. Objawienie się ludziom nie polega na tym, że Bóg przychodzi gdzieś z daleka do duszy człowieka tylko na chwilową i krótką wizytę. Takie rozumowanie jest mylne. Przybliżanie się Boga do duszy, i odwrotnie, nie może być rozumiane w sensie przestrzennym. W myśli tej nie ma żadnego pojęcia odległości fizycznej. Nie chodzi tu o długość mierzoną w kilometrach, lecz o praktyczne doświadczenie.

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

środa, 25 kwietnia 2012

Wszechobecność - Gdzie ucieknę od Twego oblicza?

"Gdzież się oddalę przed Twoim duchem? Gdzie ucieknę od Twego oblicza?" (Psalm 139:9) W całym nauczaniu chrześcijańskim można znaleźć pewne podstawowe prawdy, które, choć czasami zakryte i będące raczej założeniem tylko, niż uznanym faktem, są tak niezbędne, jak podstawowe kolory do namalowania obrazu. Taką prawdą jest wszechobecność Boga.

Bóg mieszka pośród Swego stworzenia i wszędzie Go można zobaczyć w Jego dziełach. Bardzo śmiało mówią o tym prorocy, apostołowie i ogólnie jest to przyjęte w chrześcijańskiej teologii. Ta prawda pojawia się więc w książkach, ale z jakiegoś powodu nie zapadła do wnętrza serca przeciętnego chrześcijanina na tyle, by mogła stać się częścią jego wiary. Chrześcijańscy nauczyciele obawiają się pełnych implikacji wynikających z tej prawdy, i jeżeli w ogóle o niej wspominają, to w taki sposób, aby zanim nabierze ona jakiegoś znaczenia, uległa zatarciu. Wydaje mi się, że przyczyną tego jest obawa przed posądzaniem o panteizm. Lecz doktryna o Bożej wszechstronności z całą pewnością nie jest panteizmem.

Błąd panteizmu jest zbyt oczywisty, aby mógł kogoś zwieść. Zakłada on (panteizm), że Bóg jest sumą wszystkich stworzonych rzeczy. Przyroda i Bóg to jedno i to samo, tak więc każdy, kto dotyka liścia lub kamienia, dotyka Boga. Takie rozumowanie oczywiście zmniejsza chwałę Niezniszczalnego Bóstwa, a dążenie do nadania boskości wszystkim rzeczom całkowicie usuwa Boga ze świata.

Prawda jest taka, że chociaż Bóg mieszka w swoim świecie, jest jednak od niego oddzielony poprzez nigdy nieprzekraczalną przepaść. Chociaż można Go bardzo blisko zidentyfikować z dziełem Jego rąk, niemniej jednak dzieło to jest i wiecznie będzie inne od Niego, a On sam pozostanie jako poprzedzający i niezależny od swojego stworzenia. Jest ponad całym stworzeniem, choć jest w nim obecny.

A jakie bezpośrednie znaczenie dla chrześcijanina ma ta boska wszechobecność? Takie, że Bóg jest tutaj. Gdziekolwiek jesteśmy, Bóg jest tutaj. Nie ma i nie może być takiego miesiąca, gdzie On byłby nieobecny. Każdy z dziesięciu milionów ludzi, stojących w różnych, nieprawdopodobnie odległych od siebie miejscach, może powiedzieć tak samo prawdziwie, że Bóg jest tutaj. Żaden punkt nie leży bliżej Niego niż drugi. Nikt nie znajduje się bliżej lub dalej od Boga.

W te prawdy wierzą wszyscy chrześcijanie. Nic nam nie pozostaje, jak tylko przemyśleć na nowo i modlić się o zrozumienie tych prawd.

"Na początku Bóg". Nie materia, ponieważ sama nic nie może spowodować. Potrzebuje wcześniejszej przyczyny, i Bóg jest tą Przyczyną. Nie prawo przyrody, bo prawo przyrody - to tylko nazwa kierunku, w którym wszelkie stworzenie podążą. Kierunek trzeba zaplanować, a Planistą jest Bóg. Nie rozum, bo rozum jest też rzeczą stworzoną i musi mieć Stwórcę. Na początku Bóg, przez nic nie powodowana Przyczyna powstania materii, rozumu i praw przyrody. Od tego musimy zacząć.

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

wtorek, 24 kwietnia 2012

Musimy chcieć należeć do innego świata

Jeżeli naprawdę chcemy iść z Bogiem, musimy chcieć należeć do innego świata. Mówię to dobrze wiedząc, że wielu ludzi tego świata używało tych słów z lekceważeniem i stosowało je w odniesieniu do chrześcijan jako oznakę pogardy. Niech i tak będzie. Każdy musi sobie wybrać swój świat. Jeśli my, którzy jesteśmy uczniami Jezusa Chrystusa, znając wszystkie przedstawione nam fakty i wiedząc, o co nam chodzi, chcemy wybrać Królestwo Boga jako sferę naszych zainteresowań, nie widzę powodu, dla którego ktoś miałby temu się sprzeciwiać. Jeśli na tym stracimy, strata będzie nasza. Jeśli zaś zyskamy, nikogo przez to nie ograbimy. Ten "inny świat", który jest obiektem pogardy dla tego świata, i o którym pijacy śpiewają szydercze piosenki, jest naszym starannie wybranym celem i przedmiotem świętego pragnienia.

Ale musimy unikać częstego błędu odsuwania tego "innego świata" na przyszłość. Nie należy on do przyszłości, ale do teraźniejszości. Istnieje obok świata fizycznego, a drzwi pomiędzy nimi są otwarte. "Wy natomiast, przystąpiliście" - mówi autor Listu do Hebrajczyków i używa przy tym wyraźnie czasu teraźniejszego - do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie, do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga, który sądzi wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już doszły do celu, do Pośrednika Nowego Testamentu - Jezusa, do pokropienia krwią, która przemawia mocniej niż krew Abla." /Hbr.12.22-24/ Wszystkie te rzeczy są przeciwstawione dotykalnej górze i grzmiącym trąbom, i dźwiękowi słów, który można usłyszeć /Hbr.12.18,19/. Czyż więc nie możemy z całą pewnością wywnioskować, że tak jak rzeczywistość góry Synaj poznaje się zmysłami, tak samo rzeczywistość góry Syjon poznaje się duszą? Nie jest to jakaś sztuczka wyobraźni, ale bezpośrednia prawda. Dusza ma oczy, by widzieć i uszy, by słyszeć. Są one słabe, bo nie były używane, ale ożywione życiodajnym dotknięciem Chrystusa osiągną zdolność widzenia ostro i słyszenia bardzo wyraźnie.

W momencie, gdy skoncentrujemy się na Bogu, w naszych wewnętrznych oczach rzeczy duchowe nabiorą kształtu. Posłuszeństwo wobec słów Chrystusa doprowadzi nas do wewnętrznego objawienia się nam Boskości (por Jn.14,21-23). Da nam to wyraźną zdolność spostrzegania, umożliwiającą oglądanie Boga, jak to mówi obietnica dana czystemu sercu. Ogarnie nas nowa świadomość Boga i zaczniemy smakować, słyszeć, i wewnętrznie odczuwać Boga, który jest naszym życiem i naszym wszystkim. Będziemy ciągle widzieć światło oświecające każdego człowieka przychodzącego na świat. Coraz bardziej, w miarę jak nasze zdolności poznawcze staną się wyraźniejsze i pewniejsze, Bóg stanie się dla nas wielkim Wszystkim, a Jego Obecność będzie chwałą i cudem naszego życia.

O Boże, obudź do życia wszystkie moce mieszkające we mnie, abym mógł posiadać rzeczy wieczne. Otwórz me oczy, bym mógł widzieć. Obdarz mnie wyraźną duchową zdolnością poznawania. Pomóż mi zakosztować Ciebie i poznać, że jesteś dobry. Niech niebo będzie dla mnie bardziej realne niż kiedykolwiek były rzeczy ziemskie. Amen.
 
A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

piątek, 20 kwietnia 2012

Bóg jest i wynagradza tych, którzy go szukają

Następne słowo wymagające wyjaśnienia - to "uznać". Nie oznacza ono "wyobrazić sobie" czy "wymyślić". Wyobrażenie nie jest wiarą. Wyobrażenia i wiara różnią się od siebie nie tylko formą, ale również są sobie przeciwne. Wyobraźnia tworzy nieprawdziwe obrazy powstałe w umyśle i usiłuje nadać im wartość rzeczywistości. Wiara zaś nie tworzy, po prostu uznaje i polega na tym, co już istnieje.

Bóg i świat duchowy istnieją rzeczywiście. Można na nich tak samo pewnie polegać, jak na świecie wokół nas. Są tam (lub raczej powinniśmy powiedzieć tutaj) rzeczy duchowe przyciągające naszą uwagę i wzbudzające ufność.

Problemem naszym jest to, że w myśleniu mamy złe nawyki. Z przyzwyczajenia myślimy o świecie widzialnym jako rzeczywistym, a wątpimy w rzeczywistość świata duchowego. Nie zaprzeczamy istnieniu świata duchowego, ale wątpimy w jego rzeczywistość w przyjętym znaczeniu tego słowa.

Świat zmysłów codziennie przeszkadza nam w tym przez całe nasze życie. Jest hałaśliwy, natarczywy i ostentacyjny. Nie odwołuje się do naszej wiary, po prostu istnieje, atakując pięć naszych zmysłów, domagając się, aby go przyjąć jako jedyny i prawdziwy. Grzech tak zaślepił oczy naszych serc, że nie możemy zobaczyć innej rzeczywistości, Miasta Bożego, świecącego dokoła nas. Świat zmysłów tryumfuje. Widzialne staje się wrogiem niewidzialnego, doczesne zajmuje miejsce wieczności. Jest to przekleństwo odziedziczone przez każdego człowieka z tragicznej Adamowej rasy.

Wiara w niewidzialne leży u podstaw życia chrześcijańskiego. Cel wiary chrześcijańskiej jest też niewidzialny.

Nasze niewłaściwe myślenie pod wpływem ślepoty naszych naturalnych serc i wszechstronności rzeczy widzialnych stara się przeciwstawić to, co duchowe, temu co jest rzeczywiste. Ale w zasadzie taki kontrast nie istnieje. Jest kontrast, lecz gdzie indziej, pomiędzy rzeczywistym a wymyślonym, pomiędzy duchowym a materialnym, ale nigdy między duchowym a rzeczywistym. To, co jest duchowe, też jest rzeczywiste.

Jeśli chcemy wejść w sferę światła i mocy, do czego zachęca nas Słowo Boże, musimy zerwać ze złym przyzwyczajeniem lekceważenia tego, co duchowe. Musimy skierować naszą uwagę nie na to, co jest widzialne, ale na to, co jest niewidzialne. Tą wielką niewidzialną Rzeczywistością jest Bóg. "...Przystępujący bowiem do Boga musi wierzyć, że Bóg jest i wynagradza tych, którzy go szukają"/Hbr.11.6/ Jest to podstawa życia wiary. Stąd możemy wznosić się na nieograniczone wysokości. "Wierzycie w Boga?" - powiedział nasz Pan Jezus Chrystus - "i we Mnie wierzcie" /Jn.14.1/. Bez pierwszego nie może być drugiego.

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

czwartek, 19 kwietnia 2012

Nie zadowalaj się tkaniem babiego lata na pokaz

Idealiści i relatywiści nie są umysłowo chorzy. Udowadniają swój zdrowy rozsądek żyjąc zgodnie z poczuciem rzeczywistości, którą w swej teorii odrzucają, przy czym opierają się właśnie na tych rzeczach, których braku istnienia dowodzą. Mogliby przynajmniej zdobyć się na więcej uznania dla swego poczucia rzeczywistości, gdyby tylko chcieli według niego postępować, lecz tego szczególnie nie chcą czynić. Ich idee pochodzą z głębi umysłu, a nie z życia. Gdy życie ich dotyka, odrzucają swe teorie i żyją tak, jak inni ludzie. Chrześcijanin jest zbyt poważny, by bawić się ideami dla nich samych. Nie zadowala się tkaniem babiego lata na pokaz. Jego wiara jest praktyczna. Jego życie jest uzależnione od wiary. Przez wiarę żyje lub umiera, stoi lub upada dla tego świata i przyszłości. A od niepoważnych ludzi odwraca się.

Zwykły, poważny człowiek wie, że świat jest rzeczywisty. Znajduje go, gdy budzi się w nim świadomość, i wie, że nie wymyślił sobie jego istnienia. Ten świat czekał na niego, zanim człowiek się narodził, wie o tym, że gdy będzie się przygotowywał do opuszczenia ziemskiego miejsca, świat ciągle tu będzie, aby go pożegnać. Dzięki głębokiej mądrości życia jest mądrzejszy niż tysiące ludzi, którzy wątpią. Stoi na ziemi, czuje wiatr i deszcz na twarzy, i wie, że jest to prawdziwe. Co dzień widzi słońce i gwiazdy w nocy. Widzi ostre światło błyskawicy wylatującej z burzowej chmury. Słyszy dźwięki natury i płacze z ludzkiego bólu i radości. Wie, że to wszystko jest prawdziwe. W nocy leży na chłodnej ziemi i nie obawa się, że ona zniknie lub zawali się podczas jego snu. Rano grunt nadal będzie pod nim, niebieskie niebo ponad głową, a skały i drzewa wokoło, tak samo jak wtedy, gdy zamykał oczy pierwszej nocy. Tak więc żyje i raduje się rzeczywistością tego świata.
Przy pomocy swych pięciu zmysłów poznaje ten realny świat. Dzięki zdolnościom darowanym mu przez. Boga - Stworzyciela, zdobywa wszystkie rzeczy niezbędne do ludzkiej egzystencji w tym własnym świecie, w którym Bóg go umieścił.

A więc, zgodnie z naszą definicją, Bóg jest również rzeczywisty. Jest absolutnie i całkowicie rzeczywisty, bardziej niż wszystko inne. Wszystkie inne rzeczy prawdziwe są uzależnione od Jego prawdziwości. Ta wielka rzeczywistość - to Bóg. Autor mniejszych i zależnych od Niego rzeczywistości, będących sumą stworzonych rzeczy, włączając nas. Bóg istnieje obiektywnie i niezależnie od jakiejkolwiek myśli, jaką możemy o Nim mieć. Uwielbiające serce nie stwarza sobie Obiektu Chwały. Znajduje Go, gdy budzi się z moralnego upadku o poranku swego narodzenia się z Ducha.

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

środa, 18 kwietnia 2012

Duchowe Królestwo jest dookoła nas.

To wszystko prowadzi do jednego tylko wniosku, że wewnątrz naszych serc mamy narządy, przy pomocy których możemy poznać Boga tak samo, jak przy pomocy pięciu zmysłów możemy poznawać inne rzeczy. Świat fizyczny poznajemy ćwicząc zdolności, które mamy dane do tego celu. Mamy również duchowe zdolności do poznawania Boga i świata duchowego, jeśli tylko poddamy się pobudzeniu Ducha Świętego i zaczniemy ich używać.

Z góry zakładamy, że w sercu musi się dokonać najpierw dzieło zbawienia. Zdolności duchowe nieodrodzonego człowieka leżą uśpione w jego naturze, nieużywane i martwe. Ten paraliż dotknął nas poprzez grzech. Mogą one być ożywione do aktywnego życia przez działanie Ducha Świętego, gdy narodzimy się na nowo. Jest to jedna z bezmiernych korzyści, jakich dostępujemy przez zbawcze dzieło Chrystusa dokonane na krzyżu.

Lecz jeśli chodzi o odkupione dzieci Boże, dlaczego tak mało wiedzą o tej normalnej na co dzień i świadomej wspólnocie z Bogiem, jaką oferuje Pismo święte? Odpowiedzią na to jest nasza chroniczna niewiara. Tylko wiara umożliwia funkcjonowanie naszych duchowych zmysłów. Gdzie wiara jest niedoskonała, tam wynikiem będzie wewnętrzna nieczułość i odrętwienie na sprawy duchowe. Liczba takich chrześcijan jest dzisiaj ogromna. Nie trzeba żadnego dowodu na poparcie tego stwierdzenia. Wystarczy tylko spotkać się z jakimś chrześcijaninem lub wejść do pierwszego napotkanego kościoła, by uzyskać dowody.

Duchowe Królestwo jest dookoła nas, otacza nas, obejmuje nas całych, sięga do wnętrza naszej istoty i czeka, byśmy Je zauważyli i uznali. Sam Bóg czeka na naszą odpowiedź na Jego Obecność. Ten wieczny świat ożyje dla nas w chwili, gdy zaczniemy dostrzegać i uznawać rzeczywistość jego istnienia.
Użyłem dwóch słów, które wymagają bliższego określenia, jeśli jest to w ogóle możliwe. Muszę przynajmniej wyjaśnić, co mam na myśli używając ich. Są to słowa "uznawać" i "rzeczywistość".

Co oznacza dla mnie "rzeczywistość"? Jest to coś, co istnieje niezależnie od jakiejkolwiek myśli, i co istniałoby nawet wówczas, gdyby nie było żadnego umysłu, który mógłby coś na ten temat pomyśleć. To, co jest rzeczywiste, istnieje samo w sobie. Nie zależy od oceny obserwatora.

Świadomy jestem faktu, że są tacy, którzy lubią śmiać się z pojęcia rzeczywistości w umyśle przeciętnego człowieka. Śmieją się z nas idealiści, którzy podają niekończące się dowody na to, że poza rozumem nic nie jest realne. Śmieją się relatywiści lubiący pokazać, że we wszechświecie nie ma stałych punktów, na podstawie których można coś określić i zmierzyć. Siedząc na swoich wyniosłych szczytach intelektualnych śmieją się z nas na dole i określają nas, ku własnej satysfakcji, używając pogardliwego słowa "absolutyści". Szyderstwo nie powinno wytrącić chrześcijanina z równowagi. Może odwzajemnić ten uśmiech, ponieważ wie, że jest tylko jeden Absolut, to znaczy Bóg. Wie też, że ten jeden Absolut stworzył świat dla użytku człowieka i choć nie ma niczego pewnego czy realnego w samym nadaniu ostatecznego znaczenia tym słowom (definicja nie tworzy bowiem ani nie zmienia rzeczywistości, odnosi się to szczególnie do Boga), to jednak dla określenia ludzkiego celu życia wolno nam tak działać, jakby tak było. Z wyjątkiem umysłowo chorych, każdy człowiek tak postępuje. Ci nieszczęśliwi mają też problem z rzeczywistością, ale przynajmniej są konsekwentni. Trzymają się życia w zgodzie z ich pojmowaniem rzeczy. Są szczerzy i dlatego stanowią problem dla społeczeństwa.

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga