wtorek, 9 kwietnia 2013

Świętość przed szczęściem

Samolubne pragnienie szczęścia jest tak samo grzeszne jak jakiekolwiek inne samolubne pragnienie. Jego korzenie tkwią w ciele, które nigdy nie może ostać się przed Bogiem. „Dlatego zamysł ciała jest wrogi Bogu; nie poddaje się bowiem zakonowi Bożemu, bo też nie może” (Rzymian 8:7).

Ludzie starają się coraz częściej usprawiedliwić każdy rodzaj złego postępowania tym, że „po prostu starają się zapewnić sobie trochę szczęścia.” Zanim zgodzi się na małżeństwo, nowoczesna młoda dama może zapytać się bez ogródek czy ten człowiek „może uczynić mnie szczęśliwą,” czy też nie, zamiast bezinteresownie zastanowić się czy może dać szczęście swojemu Życiowemu partnerowi. Kolumny nieszczęśliwie zakochanych z gazet mokre są od łez osób rozczulających się nad sobą, które piszą by dowiedzieć się jak mogą „zabezpieczyć swoje szczęście.” Psychiatrzy w kraju obrastają w sadło dzięki zwiększającej się liczbie tych, którzy szukają profesjonalnej pomocy w swoim wszystko pochłaniającym poszukiwaniu szczęścia. Dosyć często popełnia się przestępstwa przeciwko osobom, które nie zrobiły nic gorszego prócz wystawienia na niebezpieczeństwo czyjegoś szczęścia.

To jest hedonistyczna filozofia starych greckich czasów, źle zrozumiana i zastosowana w codziennym życiu dwudziestego wieku. Niszczy ona całą szlachetność charakteru i czyni fajtłapami tych, którzy świadomie bądź nieświadomie przyjmują ją - ale stała się dosyć popularnym wyznaniem wielu ludzi. Rzadko ktokolwiek kwestionuje to, że urodziliśmy się po to aby być szczęśliwymi. Nikt nie próbuje udowodnić tego, że upadli ludzie mają jakieś moralne prawo do szczęścia, albo że na dłuższą metę lepiej być szczęśliwym. Prawie wszystkie popularne książki i sztuki zakładają, że osobiste szczęście jest słusznym końcem dramatycznej ludzkiej walki.

Teraz zasugeruję, że cała gorączkowa gonitwa za szczęściem jest złem tak pewnym jak gonitwa za pieniądzem, sławą czy sukcesem. Wypływa z olbrzymiego niezrozumienia samych siebie i naszego prawdziwego stanu moralnego. Człowiek, który naprawdę zna siebie samego, nigdy nie uwierzy w swoje prawo do bycia szczęśliwym. Przelotne spojrzenie jego serca otrzeźwi go natychmiast tak, że prawdopodobnie zwróci się przeciwko sobie i przyjmie Boży wyrok skierowany do niego jako sprawiedliwy. Nauka o nieodłącznym prawie człowieka do szczęścia jest anty-boska i anty-Chrystusowa i jej szerokie przyjęcie przez społeczeństwo mówi nam wiele o tymże społeczeństwie.

Rezultat tego nowoczesnego hedonizmu jest odczuwany również wśród ludu Bożego. Ewangelia jest zbyt często przedstawiana jako środek do szczęścia, do pokoju umysłu, czy bezpieczeństwa. Są nawet tacy, którzy używają Biblii dla „odprężenia się,” tak jakby była  narkotykiem. Jak bardzo błędne jest to wszystko okaże się szybko poprzez proste lecz uważne przeczytanie Nowego Testamentu. Nacisk tam nie jest położony na szczęście, ale na świętość. Bóg jest bardziej zainteresowany stanem ludzkich serc niż stanem ich uczuć. Niewątpliwie Boża wola przynosi ostateczne szczęście tym, którzy są posłuszni, ale najważniejszą rzeczą nie jest to jak bardzo jesteśmy szczęśliwi, ale jak święci. żołnierz nie szuka szczęścia na polu; stara się raczej zakończyć walkę, wygrać wojnę i wrócić do domu, do swojej rodziny. Tam może cieszyć się w pełni, ale podczas wojny jego najpilniejszym zadaniem jest być dobrym Żołnierzem, spisywać się dzielnie jak mężczyzna, bez względu na to jak się czuje dziecinna pogoń za szczęściem może stać się prawdziwym sidłem. Ktoś może łatwo się oszukać przez kultywowanie religijnej radości bez towarzyszącego temu sprawiedliwego życia. żaden człowiek nie powinien pragnąć być szczęśliwym, jeżeli nie jest równocześnie świętym. Powinien starać się poznać i wykonywać Bożą wolę, pozostawiając Chrystusowi sprawę tego jak szczęśliwym będzie.

Mam propozycję dla tych, którzy biorą to wszystko poważnie: Zwróć się do Boga aby otrzymać zrozumienie. Powiedz Mu, że twoim pragnieniem jest być świętym za każdą cenę, a potem poproś Go, aby nigdy nie dał ci więcej szczęścia niż świętości. Kiedy twoja świętość zmatowieje, niech twoja radość będzie przyćmiona. I poproś Go, aby uczynił cię świętym bez względu na to czy jesteś szczęśliwy czy też nie. Bądź pewny, że na końcu będziesz tak samo szczęśliwy jak i święty, ale na razie niech twoją całą ambicją będzie służyć Bogu i być podobnym do Chrystusa. Jeżeli odważymy się zająć taką postawę, możemy spodziewać się poznania nowego stopnia wewnętrznego oczyszczenia. I, ponieważ Bóg jest tym Kim jest, bardziej niż prawdopodobnie poznamy nowy stopień szczęścia; ale szczęścia, które wypływa z bardziej intymnej społeczności z Bogiem; szczęścia, które jest podniosłe i niesamolubne, wolne od zanieczyszczeń ciała.

A.W. Tozer (1960)

źródło: „Światło życia” polska publikacja Searchlight.
tom 1, numer 4/ 1993

czwartek, 4 kwietnia 2013

Poddać się, prosić, być posłusznym, wierzyć

Cokolwiek by to było,  
Nawet najdroższe me bożyszcze,
Pomóż mi zniszczyć przed Twym tronem
I wielbić tylko Ciebie!

Śpiewamy tak bez zająknienia, ale jednocześnie czynimy naszą modlitwę nierzetelną, nie chcąc się wyrzec właśnie tych bożków, o których śpiewamy. Porzucenie bowiem ostatniego bożka oznacza zanurzenie się w stan wewnętrznej samotności, pustki, której nie może zaspokoić żadne ewangeliczne nabożeństwo, ani żadna wspólnota z innymi chrześcijanami. Dlatego większość chrześcijan pragnie zabezpieczyć się, prowadząc życie kompromisowe.

Mają coś niecoś z Boga, ale tylko tyle, by mieć bezpieczeństwo. Nie mają jednak wszystkiego. I Bóg ma coś z nich, ale też nie wszystko. I tak żyją swym letnim życiem i starają się zamaskować swe głębokie duchowe ubóstwo, obnosząc na twarzy jasne uśmiechy i śpiewając żywe piosenki. Jedną sprawę należy tu dokładnie wyjaśnić: wędrówka duszy przez ciemną noc nie jest sama w sobie żadną zasługą. Cierpienia i samotność nie podnoszą wartości człowieka przed Bogiem, dzięki nim nie można sobie zasłużyć na namaszczenie. Nie możemy niczego od Boga kupić. Wszystko pochodzi z Jego dobroci, z przelanej krwi Chrystusa, która nas odkupiła, i jest wolnym darem bez żadnych dodatkowych warunków.

Udręka duszy przynosi jednak rezultat w postaci oderwania się od ziemskich spraw i zwrócenia uwagi na Boga. Wszystko, o czym poprzednio była mowa, dotyczyło przygotowania duszy do tego Bożego dzieła. Samo napełnienie nie jest sprawą skomplikowaną. Choć zwykle staram się unikać sformułowań typu „jak” w sprawach duchowych, wierzę, że odpowiedź na pytanie: „Jak mogę zostać napełniony przez Ducha Świętego?” może być udzielona za pomocą czterech słów, czterech czasowników wymagających osobistego działania. Oto one: poddać się, prosić, być posłusznym, wierzyć.

• Poddać się: „A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe.”(Rz 12, 1-2).

• Prosić: „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.”  (Łuk 11, 13).

• Być posłusznym: „Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni.” (Dz 5,32). Pełne i bez niechęci posłuszeństwo wobec woli Boga jest absolutnie nieodzowne do przyjęcia namaszczenia. Czekając na Boga, powinniśmy z czcią studiować Pismo Święte, nasłuchiwać Jego łagodnego, cichego głosu, aby poznać, czego od nas oczekuje. A następnie, ufając Jego możliwościom, powinniśmy być Jemu posłuszni, tak jak tylko potrafimy, zgodnie z naszymi umiejętnościami i zdolnościami pojmowania.

• Wierzyć: „Tego jednego chciałbym się od was dowiedzieć, czy Ducha otrzymaliście na skutek wypełniania Prawa za pomocą uczynków, czy też stąd, że daliście posłuch wierze?” (Gal 3, 2). Ponieważ napełnienie Duchem można przyjąć przez wiarę, i tylko przez wiarę, wystrzegajmy się więc takiej imitacji wiary, która jest jedynie intelektualną akceptacją prawdy. Było to już źródłem wielkiego rozczarowania dla wielu. Prawdziwa wiara nieuchronnie rodzi wewnętrzne świadectwo.

Czymże jednak jest to świadectwo? Nie jest ono żadnym przeżyciem fizycznym, żadnym zjawiskiem dźwiękowym, ani też uczuciem duszy. Duch nigdy nie powierza siebie ciału. Jedyne świadectwo, jakie On daje, jest subiektywne, znane tylko samej jednostce. Duch Święty objawia się głęboko w duchu człowieka. Ciału nie przynosi to żadnej korzyści, lecz wierzące serce nieomylnie rozpoznaje: Święty, święty, święty! I jeszcze sprawa ostatnia. Ani w Starym ani w Nowym Testamencie, ani w świadectwach chrześcijańskich, znajdujących się w pismach pozostawionych przez świętych, nie ma wzmianki (na ile sięga moja wiedza) o żadnym wierzącym, który byłby napełniony przez Ducha Świętego, nie wiedząc o tym. Nikt także nie został napełniony nie wiedząc, kiedy to się stało, ani też nikt nie był napełniany stopniowo.

Wiele osób wierzących połowicznie usiłuje obejść te trzy fakty, zupełnie tak jak Adam, próbując schronić się przed obecnością Boga, ale nie są to wystarczająco dobre kryjówki. Człowiek, który nie wie, kiedy został napełniony, nie był po prostu nigdy napełniony (nie chodzi tu, rzecz jasna, o dokładne pamiętanie daty). A ten, kto myśli, że będzie napełniany stopniowo, nie będzie napełniony nigdy.

Według mojej oceny, relacja między Duchem Świętym a wierzącym jest najistotniejszym problemem, przed jakim stoi Kościół w dzisiejszych czasach. W porównaniu z nim problemy podnoszone przez chrześcijański egzystencjalizm lub neoortodoksję są niczym. Idee ekumeniczne, czy też teorie eschatologiczne, nie zasługują na uwagę dopóty, dopóki każdy wierzący nie będzie mógł dać twierdzącej odpowiedzi na pytanie: „Czy przyjęliście Ducha Świętego, gdy uwierzyliście?” I może się tak stać, że gdy doświadczymy napełnienia przez Ducha Świętego, będziemy mogli stwierdzić z zadowoleniem, iż rozwiązało ono również nasze inne problemy.

Fragment z książki „Klucz do głębszego życia”

wtorek, 2 kwietnia 2013

Czy jesteś przekonany, że potrzebujesz Ducha Świętego?


Gdy człowiek jest już przekonany, że może być napełniony przez Ducha, jeszcze musi tego pragnąć. Powinien odpowiedzieć sobie na następujące pytania: Czy jesteś już pewien, że pragniesz być tak opanowany przez Ducha, który będąc czystym i łagodnym, mądrym i kochającym, będzie jednak domagał się, abyś pozwolił Mu kierować twoim życiem? Czy jesteś pewny, że chcesz być prowadzony przez Tego, który będzie wymagał posłuszeństwa wobec napisanego Słowa? Który nie będzie tolerował żadnych grzechów związanych z własnym „ja”   ani samolubstwa, ani pobłażania sobie? Który nie pozwoli ci na wyniosłe zachowanie, przechwałki i zarozumiałość? Który odbierze ci możliwość kierowania swoim życiem i Sobie zarezerwuje wszelkie prawo do sprawdzania i karcenia ciebie? Który odbierze ci wiele ukochanych rzeczy, które podstępnie szkodzą twojej duszy?

Dopóki nie odpowiadasz z zapałem „tak” na te pytania, dopóty naprawdę nie chcesz być napełniony. Możesz wprawdzie pragnąć wzruszeń, zwycięstw lub mocy, ale w istocie nie pragniesz być napełniony Duchem. Twoje pragnienie jest niewiele większe od zwykłego życzenia i nie jest dość czyste, aby zadowoliło Boga, który oczekuje wszystkiego lub niczego.

Jeszcze raz spytaj siebie: Czy jesteś przekonany, że potrzebujesz Ducha Świętego? Dziesiątki tysięcy ludzi: księży, misjonarzy i przeciętnych chrześcijan jakoś sobie radzi bez napełnienia Duchem Świętym. Ich pozbawiona Ducha działalność może do prowadzić tylko do tragedii w dniu Chrystusowym, o czym przeciętni chrześcijanie jakby zupełnie zapomnieli. A jak to wygląda u ciebie? Być może, trudno ci uwierzyć w przełom, jaki może przynieść ze sobą napełnienie przez Ducha. Jeśli tak, to spójrz na owoce tej postawy. Jaki jest rezultat twego życia? Pracujesz na niwie religijnej, głosząc kazania, śpiewając, pisząc, służąc, ale jaka jest jakość twoich czynów? Prawdą jest, że przyjąłeś Ducha w momencie nawrócenia. Lecz czy jest także prawdą, że bez namaszczenia Duchem jesteś w stanie opierać się pokusom, być posłuszny Słowu Bożemu, rozumieć prawdę, żyć zwycięsko, umierać w pokoju i wyjść bez lęku na spotkanie Chrystusa w dniu Jego przyjścia?

Ale jeżeli twoja dusza woła do Boga, do Boga żywego, a twoje wyschnięte i puste serce straciło nadzieję, że jest możliwe prowadzenie normalnego chrześcijańskiego życia bez nieustannego namaszczenia, wtedy spytaj samego siebie: Czy jest to pragnienie, które ogarnia całą twoją istotę? Czy jest ono największą rzeczą w twoim życiu? Czy usuwa ono wszelką zwykłą działalność religijną i napełnia cię żarliwą tęsknotą, która może być określona jako pragnienie aż do bólu? Jeśli twe serce odpowiada „tak” na te pytania, jesteś prawdopodobnie blisko duchowego przełomu, który przemieni całe twoje życie.

Większość chrześcijan załamuje się właśnie w trakcie przygotowania do przyjęcia namaszczenia Ducha. Prawdopodobnie nikt nie został napełniony, nie przeżywając wcześniej głębokiego rozdarcia duszy i wewnętrznego niepokoju. Gdy wchodzimy w ten stan, ogarnia nas pokusa poddania się panice i wycofania. Szatan współczująco nakłania nas do wycofania się „...abyśmy czasem nie stali się rozbitkami w wierze i nie obrazili Pana, który nas odkupił”. Rzecz jasna. Szatan nie dba o nas ani o Boga. Jego celem jest, abyśmy pozostali słabi i nieuzbrojeni w dniu konfliktu. I miliony wierzących wpada w pułapkę, przyjmując to pełne obłudy kłamstwo jako ewangeliczną prawdę i wraca, tak jak prorocy Obadiasza, do swoich jaskiń, aby żyć o chlebie i wodzie (por. 1 Król. 18, 3-4).

Aby dojść do pełni, trzeba przedtem przeżyć pustkę. Zanim Bóg napełni nas Sobą, musimy usunąć swoje „ja”. Ten proces przynosi bolesne niezadowolenie i zwątpienie w siebie. To właśnie przeżywa wiele osób tuż przed swym nowym, radosnym doświadczeniem. Musimy przejść przez całkowite przewartościowanie siebie, przez śmierć dla wszystkiego, co zewnątrz i wewnątrz nas. W przeciwnym razie nigdy nie będzie mogło nastąpić prawdziwe napełnienie Duchem Świętym.

fragment z książki „Klucz do głębszego życia”

piątek, 29 marca 2013

Bez niego możemy tylko błąkać się bez celu po pustyni

Prawie wszyscy chrześcijanie pragną pełni Ducha Świętego. Ale tylko nieliczni są gotowi spełnić warunki napełnienia przez Ducha. Ale czy można poznać pełnię Ducha, nie będąc przedtem napełnionym? Jednakże daremnie mówić o napełnieniu przez Ducha temu, kto nie wierzy, że może być napełniony. Nikt nie będzie oczekiwał czegoś, o czym nie jest przekonany. Najpierw bowiem musi być wiara w obietnice Boże zawarte w Piśmie Świętym.

Zanim pytanie: „Jak mogę być napełniony przez Ducha Świętego?” mieć będzie jakąkolwiek wartość, ten, kto szuka Boga, musi być przekonany, że jest to rzeczywiście możliwe, że jest to wolą Bożą dotyczącą jego i obietnicą zawartą w Piśmie Świętym. Człowiek, który wątpi w możliwość napełnienia, nie ma na co czekać. Gdzie nie ma oczekiwania, nie może być wiary, a bez wiary pytanie: „Jak?” - jest bezsensowne.

Nauczanie o Duchu Świętym w życiu człowieka wierzącego było przez ponad połowę ostatniego stulecia okryte mgłą niejasności. Królestwo chaosu otaczało tę prawdę. Dzieci Boże były uczone różnych, sprzecznych ze sobą doktryn wyprowadzanych z tych samych tekstów, ostrzegane, straszone i onieśmielane, aż wreszcie instynktownie wzbraniały się przed każdą nauką biblijną, która dotyczyła Ducha Świętego.

Chaos ten nie powstał przypadkowo. Uczynił to wróg. Szatan wie, że biblijne chrześcijaństwo pozbawione Ducha jest tak samo martwe, jak modernizm czy też herezje. Wróg robi więc wszystko, co jest w jego mocy, aby uniemożliwić nam przyjęcie naszego prawdziwego chrześcijańskiego dziedzictwa. Kościół bez Ducha jest tak samotny i bezradny, jak bezradny byłby Izrael na pustyni, gdyby go opuścił Słup Ognia. Duch Święty jest naszym Słupem Obłoku w dzień i Słupem Ognia w nocy. Bez niego możemy tylko błąkać się bez celu po pustyni.

A tak właśnie z pewnością dzieje się dzisiaj z nami. Kościół rozpada się na małe izolowane grupy, z których każda podąża za błędnym ognikiem, czy też świetlikiem, w mylnym mniemaniu, że podąża za Szehiną (Obłokiem Chwały). Jest to nie tylko pożądane, ale wręcz konieczne, abyśmy znów ujrzeli ten płonący Słup Ognia.

Kościół może mieć światło tylko wtedy, gdy jest pełen Ducha, a pełen Ducha może być tylko wtedy, gdy składa się z członków napełnionych - każdy z osobna - przez Ducha. Ponadto nikt nie może być napełniony, nie będąc przekonany, że owo napełnienie jest częścią całej woli Bożej; i że nie są to jakieś specjalne, dziwne, nadzwyczajne, czy też niezwykłe dodatkowe poczynania Boga, lecz właściwe dla Niego duchowe działania, oparte i wynikające z dzieła odkupienia dokonanego przez Chrystusa. Poszukujący musi być pewny i całkowicie przekonany, musi ufać, iż to Bóg chce namaścić go świeżą oliwą z rogu, niezależnie od wielu, wielu tysięcy błogosławieństw, jakie mógł już przedtem otrzymać z Jego dobrej ręki.

Dopóki nie będzie tak przekonany, zalecam, aby poświęcał sporo czasu na post, modlitwę i rozmyślanie nad Słowem Bożym. Wiara przychodzi przez Słowo Boże. Nie wystarczą sugestie, nawoływania i psychologiczne oddziaływanie świadectwa tych, którzy, być może, zostali napełnieni przez Ducha Świętego wcześniej. Jeżeli jego przekonanie nie pochodzi z samego Słowa Bożego, nie powinien zbytnio się spieszyć,  ani poddawać się emocjonalnym manipulacjom tych, którzy zawzięcie pragną wymusić zewnętrzne efekty. Bóg jest wspaniale cierpliwy i pełen zrozumienia. Będzie czekał, aż każde, nawet najpowolniejsze serce pojmie prawdę. A tymczasem poszukujący powinien spokojnie czekać w pełni ufności. We właściwym czasie Bóg przeprowadzi go przez Jordan. Niech nie zrywa się i nie biegnie na oślep przed siebie. Zbyt wielu już tak uczyniło, co przyniosło klęskę w ich chrześcijańskim życiu.

fragment z książki „Klucz do głębszego życia”

wtorek, 26 marca 2013

Ile jest darów?

Przyjmuje się zazwyczaj, że istnieje dziewięć darów Ducha (o tylu wspomniał Paweł w dwunastym rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian). W rzeczywistości Paweł wymienił nie mniej niż siedemnaście darów (1 Kor 12, 4-11 i 27-31; Rz 12, 3-8; Ef 4, 7-11). Nie są to zwykłe wrodzone zdolności, ale dary udzielone specjalnie przez Ducha Świętego, aby dopasować wierzącego do jego miejsca w Ciele Chrystusa. Są one jakby piszczałkami wielkich organów, dającymi muzykowi szeroką skalę i zakres do tworzenia muzyki najwyższej jakości. Ale powtarzam: są one czymś więcej niż naturalnymi zdolnościami, są darami duchowymi.

Naturalne zdolności umożliwiają człowiekowi pracę w świecie fizycznym; natomiast przez Ciało Chrystusa Bóg wykonuje pracę wiekuistą, znajdującą się ponad i poza zakresem upadłej natury. Do tego potrzebne są nadprzyrodzone zdolności. Praca religijna może być wykonana dobrze i umiejętnie przez zwykłego człowieka bez darów Ducha. Ale praca duchowa, przeznaczona dla wieczności, musi być wykonana tylko przez Wiecznego Ducha. Żadna praca nie ma charakteru wiekuistego, jeśli nie jest wykonana przez Ducha za pomocą darów, w które On sam wyposaża dusze ludzi odkupionych.

Od pokoleń pewni nauczyciele Ewangelii wmawiali nam, że dary Ducha ustały wraz ze śmiercią apostołów lub z powstaniem Nowego Testamentu. Rzecz jasna, ani jedna sylaba Biblii nie popiera tej doktryny, a jej propagatorzy muszą przyjąć pełną odpowiedzialność za takie manipulowanie Słowem Bożym. W rezultacie takiego błędnego nauczania jest wśród nas niezmiernie mało jednostek obdarzonych duchowo. Gdy na przykład rozpaczliwie potrzebujemy przywódców z darem rozróżniania i nie znajdujemy ich, jesteśmy zmuszeni opierać się na metodach tego świata.

Nasze niepokojące czasy głośno domagają się ludzi z darem proroctwa. Zamiast nich mamy takich, którzy badają, głosują i dyskutują. Potrzebujemy ludzi z darem wiedzy, a znajdujemy wykształconych specjalistów i nic więcej. Tak więc możemy oczekiwać, że nadejdzie tragiczna godzina, gdy Bóg usunie nas na bok jako „tak zwanych biblijnie wierzących” i wzbudzi nowy ruch dla utrzymania na ziemi żywego chrześcijaństwa Nowego Testamentu. Nie mówmy: „’Abrahama mamy za ojca’,  bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi” (Mt 3,9). Istotną prawdą jest, że Pismo Święte wyraźnie stwierdza o konieczności posiadania darów Ducha. Paweł zachęca, żebyśmy zarówno „pragnęli”, jak i „starali się” usilnie o duchowe dary (1 Kor 12, 31; 14,1). To nie jest rzeczą dowolną dla nas, lecz raczej biblijnym nakazem dla wszystkich, którzy zostali napełnieni Duchem.

Konieczne jest w tym miejscu pewne ostrzeżenie. Poszczególne dary duchowe nie są, jak to Paweł starannie wyjaśnia, jednakowej wartości. Pewni bracia wyolbrzymili, bez zachowania jakichkolwiek proporcji, jeden z siedemnastu darów. Wśród tych braci były i są pobożne dusze, ale ogólne moralne rezultaty takiego nauczania nie były dobre. Przyniosło ono w praktyce wiele zuchwałych popisów, skłonność do polegania na przeżyciu zamiast na Chrystusie oraz częsty brak zdolności odróżniania uczynków ciała od działania Ducha. Błądzą zarówno ci, którzy stwierdzają, iż dary Ducha nie są przeznaczone dla nas we współczesnych czasach, jak i ci, którzy uczynili z jednego z darów hobby. I jedni, i drudzy nie baczą na to, iż wszyscy cierpimy z powodu konsekwencji ich błędów.

Obecnie nie ma powodów, abyśmy pozostawali dłużej w wątpliwościach. Mamy wszelkie prawa, aby oczekiwać, że nasz Pan udzieli swemu Kościołowi darów duchowych, których w rzeczywistości nigdy nie odebrał. To tylko my, z powodu naszych błędów lub niewiary, nie umiemy ich przyjąć. Jest bardziej niż prawdopodobne, że nawet teraz Bóg udziela gdzieś darów Ducha, komu tylko może, i w mierze, w jakiej może, o ile tylko Jego wymagania są spełnione, nawet choćby w sposób niedoskonały. Gdyby tak nie było, wówczas zgasłaby pochodnia prawdy. Jest jednakże jasne, że wciąż jeszcze nie rozumiemy w pełni, co Bóg mógłby uczynić dla swojego Kościoła, gdybyśmy wszyscy upadli przed Nim z otwartą Biblią i zawołali: „Oto jestem Twoim sługą, Panie! Niech mi się stanie, jak chcesz”.

Fragment z książki „Klucz do głębszego życia”

piątek, 22 marca 2013

Wzajemne więzi

Każdy członek Kościoła jest przyłączony do całości przez więzi życia. Tak jak duszę człowieka można nazwać życiem jego ciała, tak życiem Kościoła jest zamieszkujący w nim Duch Chrystusa. Idea, że Kościół jest Ciałem Chrystusa, nie jest błędem wynikającym ze zbyt poważnego traktowania metaforycznego sposobu wyrażania się. Apostoł Paweł w trzech listach przedstawia tę prawdę tak spokojnym tonem i z takim mnóstwem szczegółów, że wyklucza to użycie przez niego przypadkowej metafory, której by nie można było potraktować dosłownie.

Jasna i dobitna nauka wielkiego apostoła mówi, że Chrystus jest Głową Kościoła, który jest Jego Ciałem. To starannie dobrane porównanie jest kontynuowane w dalszych fragmentach. Z tej doktryny wynikają określone wnioski oraz określone moralne postępowanie. Tak jak normalny człowiek składa się z ciała zbudowanego z różnych podporządkowanych sobie wzajemnie części i rządzącej nimi głowy, tak prawdziwy Kościół jest ciałem, poszczególni chrześcijanie członkami, a Chrystus Głową.


Mózg działa poprzez części ciała, używając ich do wypełniania rozumnych celów. Paweł mówi o nodze, ręce, uchu i oku jako o członkach ciała, z których każdy spełnia swoją odpowiednią, choć ograniczoną rolę; a Duch jest tym, który przez nie działa (1 Kor 12,1-31). Apostoł Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian w rozdziale 12 najpierw wylicza określone dary duchowe i wskazuje na konieczność ich objawienia, a dopiero potem naucza o tym, że Kościół jest Ciałem Chrystusa. Głowa może działać tylko wtedy, gdy ma do dyspozycji organy przeznaczone do różnych celów. To mózg widzi, ale musi mieć oko, aby przez nie móc widzieć. To mózg słyszy, ale musi mieć ucho, aby słyszeć.


I tak jest ze wszystkimi częściami ciała, traktowanymi przez mózg jako narzędzia, bowiem dzięki nim dociera on do świata zewnętrznego, aby realizować swe plany. Cała praca człowieka jest wykonywana przez jego mózg, tak samo cała praca Kościoła jest wykonywana przez Ducha, i tylko przez Niego. Aby praca Kościoła mogła być wykonana, musi Duch umieścić w ciele odpowiednie członki wyposażone w zdolności, specjalnie przydatne do działania jako Jego narzędzia, dzięki którym może dążyć do obranych celów. Tak wygląda w skrócie idea darów Ducha.


fragment z książki "Klucz do głębszego życia"

środa, 20 marca 2013

Czym jest prawdziwy Kościół?

Każdy problem duchowy jest w gruncie rzeczy problemem teologicznym, Jego rozwiązanie będzie zależeć od nauki Pisma oraz jej właściwego zrozumienia. To właściwe zrozumienie daje duchowy punkt widzenia, jakby dogodne miejsce obserwacyjne, z którego można obejrzeć cały krajobraz naraz, a każdy szczegół widzi się we właściwej relacji do całości. Gdy taki korzystny punkt widzenia zostanie osiągnięty, mamy możliwość ocenić każdą naukę lub interpretację, jaka jest nam przedstawiana w imię prawdy.

Prawdziwe rozumienie darów Ducha w Kościele musi zależeć od właściwej koncepcji istoty Kościoła. Problem darów nie może być wyizolowany z większego zagadnienia i stawiany odrębnie. Prawdziwy Kościół jest zjawiskiem duchowym, które pojawia się w ludzkim społeczeństwie i jest z nim do pewnego stopnia związane, jednakże pewne istotne cechy wyróżniają go w sposób jaskrawy spośród tego społeczeństwa. Jest on złożony z osób duchowo odrodzonych, które tym różnią się od innych, że mają w sobie wyższy rodzaj życia, który został im dany podczas duchowego narodzenia na nowo.

Są dziećmi Bożymi w znaczeniu nieosiągalnym dla żadnych innych stworzonych istot. Ich pochodzenie jest Boże, a ojczyzna w niebie. Wielbią, Boga w Duchu Świętym, radują się w Jezusie Chrystusie i nie pokładają zaufania w ciele. Tworzą wybrane pokolenie, królewskie kapłaństwo, święty naród, szczególny lud. Stali się orędownikami sprawy Tego odtrąconego i ukrzyżowanego Człowieka, który mienił się Bogiem, który zaręczył swoim świętym honorem, że przygotuje im miejsce w domu swego Ojca i powróci, aby ich tam w radości zaprowadzić. Oni tymczasem niosą Jego krzyż, cierpią dla Jego imienia wszelkie zniewagi, którymi obsypują ich ludzie, i działają jako Jego ambasadorowie, czyniąc  w Jego imieniu dobro wszystkim ludziom.

Wierzą niezachwianie, że będą uczestniczyć w Jego triumfie, dlatego gotowi są dzielić Jego odtrącenie przez społeczeństwo, które ich nie rozumie. I nie ma w nich zimnych uczuć - tylko miłosierdzie, współczucie, pragnienie, aby wszyscy ludzie mogli dojść do nawrócenia i pojednać się z Bogiem. Tak w skrócie można streścić tylko jeden aspekt nauki Nowego Testamentu dotyczącej Kościoła. Natomiast inna prawda, bardziej znacząca i odkrywcza dla tych, którzy poszukują wiedzy o darach Ducha, mówi, że Kościół jest duchowym ciałem, organiczną jednością połączoną przez istniejące w nim życie.

fragment z książki „Klucz do głębszego życia