piątek, 12 października 2012

Atrybuty Boskie warunkują się nawzajem

Dobra to rzecz dziękować Tobie, o Najwyższy, śpiewać Tobie pieśni i wychwalać Twe imię, z rana obwieszczać Twoją przepełnioną miłością łaskawość, a wieczorem Twoją wierność. Tak jak Twój Syn, będąc na ziemi byt lojalny wobec Ciebie, Swego Ojca Niebieskiego, tak teraz jest On wiernym nam. Swoim braciom ziemskim, Z tą wiedzą spieszymy naprzód z niezachwianą nadzieją na wszystkie lata i wieki, które mają nadejść. Amen.

Jak podkreśliliśmy to wcześniej, atrybuty Boga nie są oddzielnymi cechami Jego charakteru, lecz aspektami Jego jednolitej istoty. Nie są one rzeczami samymi w sobie, lecz naszymi myślami, myślami o Bogu, aspektami doskonałej całości, nazwami nadanymi wszystkiemu, co wiemy, że jest prawdą o Bogu. Aby zyskać właściwe zrozumienie atrybutów Boga, konieczne jest ujmowanie ich wszystkich jako całości. Możemy myśleć o każdym z nich z osobna, lecz nie wolno nam ich od siebie oddzielać. „Wszystkie atrybuty przypisywane Bogu, mimo iż na rozmaite sposoby używamy słów Boga, są w rzeczywistości nierozdzielne z powodu doskonalej prostoty Boga”. - powiada Mikołaj z Kuzy. „Wskutek czego, mimo iż przypisujemy Bogu zmysły wzroku, słuchu, smaku, zapachu, dotyku oraz uczucie, rozum, intelekt itd., zgodnie z rozmaitymi znaczeniami tych słów, dla Niego nie znaczą one nic innego jak odpowiednio słyszenie, odbieranie bodźców smakowych, węchowych czy dotykowych, odczuwanie czy rozumienie. W ten sposób cała teologia sytuuje się w kole, ponieważ każdy z Bożych atrybutów jest potwierdzany przez inne”.

Gdy rozważamy atrybuty Boga, szybko dostrzegamy ich zasadniczą jedność. Widzimy np., że jeśli Bóg jest samoistny, musi On być także samowystarczalny, i jeśli ma On moc, to będąc nieskończony, musi mieć wszelką możliwą moc. A skoro ma wiedzę, to Jego nieskończoność zapewnia Mu pełnię tej wiedzy. Podobnie Jego niezmienność zakłada Jego wierność. Z niezmienności Boga wypływa wniosek, że nie może On być niewierny, gdyż to wymagałoby od Niego zmiany. Wszelkie uchybienia w boskim charakterze spowodowałyby Jego niedoskonałość, a skoro Bóg jest doskonały, nie mogą one wystąpić. W ten oto sposób atrybuty Boskie warunkują się nawzajem i okazują się jedynie przebłyskami naszego umysłu, zażywającego przyjemności w obcowaniu z absolutną doskonałością Boskości.

Wszystkie Boże czyny harmonizują ze wszystkimi Bożymi atrybutami. Żaden atrybut nie jest sprzeczny z jakimkolwiek innym atrybutem, lecz wobec nieskończoności Boga, wszystkie pozostają ze sobą w harmonii i współzależności. Wszystko, co Bóg czyni, zgadza się ze wszystkim, czym Bóg jest. Być i czynić - stanowi w Bogu jedność. Przedstawianie Boga w dwóch osobnych ujęciach: Jego sprawiedliwości i Jego miłosierdzia, jest fałszywe i niezgodne z prawdą. Wyobrażając sobie, że w Bogu górę bierze raz jeden, raz drugi atrybut, stwarzamy wizję Boga niepewnego, sfrustrowanego i emocjonalnie niezrównoważonego, słowem Boga nie mającego nic wspólnego z prawdziwym Bogiem. To co powstaje, jest jedynie dopasowanym do naszego rozumu wizerunkiem Boga.

Bóg, będąc Tym, Kim jest, nie może przestać Nim być, a będąc Tym, Kim jest, nie może działać niezgodnie ze Swym charakterem. Bóg jest zarazem wierny i niezmienny, a zatem wszystkie Jego słowa i czyny muszą być i pozostać wierne. Ludzie stają się niewiernymi z powodu swych pragnień, strachu, słabości, utraty zainteresowania przedmiotem, lub z powodu silnego nacisku z zewnątrz. Oczywiście żadna z tych sił w najmniejszym stopniu nie oddziaływuje na Boga. On sam stanowi dla Siebie powód, dla którego istnieje i działa. Nie może być przez nic popychany do działania, lecz zawsze mówi i działa tak. Jak Mu się podoba, zgodnie ze swoją suwerenną wolą.

A.W. Tozer z książki „Poznanie Świętego”

środa, 10 października 2012

Bóg bliższy jest nam niż nasza własna myśl

Nowy Testament głosi, że Bóg stworzył świat za pomocą Logos - Słowa, i właśnie Słowo jest utożsamiane z drugą Osobą w Trójcy Świętej, obecnej w świecie jeszcze przed przyjęciem postaci człowieka. Słowo stworzyło wszystkie rzeczy i pozostało w Swym dziele stworzenia, aby go utrzymywać i podtrzymywać, służąc jednocześnie jako światło moralne, umożliwiające każdemu człowiekowi odróżnienie dobra od zła. Wszechświat ujęty jest w uporządkowany system nie przez bezosobowe prawa, lecz przez stwórczy głos immanentnej i uniwersalnej Obecności - Logos.

Canon W.G.H. Holmes z Indii opowiada o Hindusach opukujących drzewa i kamienie z modlitewnym pytaniem „Czy Ty tu jesteś? Czy jesteś tu”?, kierowanym do boga, który jak wierzą, może zamieszkiwać w kamieniach i w drzewach. Oświeceni chrześcijanie mogą im w pokorze odpowiedzieć: „Tak, Bóg rzeczywiście tam jest. On jest tam i tutaj, i wszędzie. Nie ograniczony do drzewa ani do kamienia; lecz wolny we wszechświecie, będący blisko każdego człowieka i każdej rzeczy, a przez Jezusa Chrystusa dostępny w każdej chwili każdemu miłującemu sercu. Za sprawą Bożej wszechobecności dzieje się tak i dziać się będzie wiecznie.


Ta prawda jest dla głęboko wierzącego chrześcijanina źródłem wielkiej pociechy w smutku i niezawodną pomocą w zmiennych kolejach życia. Dla niego „praktykowanie obecności Boga” nie jest odbywająca się we własnym umyśle projekcją obrazu Boga i następującymi po niej próbami uświadomienia sobie obecności Boga, lecz polega na rozpoznawaniu rzeczywistej obecności Tego, o którym większość teologów twierdzi, że jest On obecny już w naszym życiu. Że jest bytem obiektywnym, niezależnym od naszych zdolności pojmowania Go, dzięki czemu możliwe jest doświadczenie realne, a nie tylko wizyjne.


Pewność co do tego, że Bóg zawsze jest przy nas, obecny we wszystkich zakątkach Swego świata, że bliższy jest nam niż nasza własna myśl, powinna zapewniać nam stan duchowej szczęśliwości przez znaczną część naszego życia. Lecz stan ten nie wypełnia całej naszej egzystencji. Nieuczciwością byłoby obiecywać każdemu wierzącemu wieczne święto; podobnie jak nierealne byłoby żywienie podobnych oczekiwań. Nawet w ramionach matki dziecko niekiedy płacze. Tak samo chrześcijanin może niekiedy doznawać cierpienia nawet w stałej obecności Boga. Mimo iż „zawsze radosny” Apostoł Paweł, przyznawał, że czasem bywał zasmucony, a i Chrystus dla naszego zbawienia poznał łzy i lament, mimo iż nigdy nie opuścił łona Ojca (zob. Jan 1,18 i Hebr 5,7)


Lecz wszystko będzie dobrze. W świecie takim jak nasz, Łzy mają działanie terapeutyczne. Uzdrawiający balsam z wszechobejmującej obecności Bożej leczy nasze choroby nim staną się śmiertelne. Świadomość, że nigdy nie jesteśmy sami, uśmierza nasze niepokoje i wnosi pokój do naszych serc. I Biblia, i rozum nauczają, że Bóg jest tuż obok. Od nas zależy, czy nauczymy się Go świadomie doświadczać. Zdanie z listu dra Allena Fleece’a podsumowuje świadectwo wielu chrześcijan: „Świadomość tego, że Bóg jest obecny, jest błogosławiona, lecz odczuwać Jego obecność to prawdziwe szczęście”.


A.W. Tozer z książki „Poznanie Świętego”

wtorek, 9 października 2012

Boża wszechobecność

Ojcze nasz, wiemy, że jesteś z nami, ale nasza wiedza jest tylko sylwetką i cieniem prawdy, posiadającą jedynie cząstkę duchowego smaku oraz wewnętrznej słodyczy. Wielka to dla nas strata, osłabiająca nasze serca. Pomóż nam czym prędzej naprawić swe życie na tyle, na ile jest to konieczne, abyśmy mogli poznać prawdziwy sens słów: „Pełnią radości u Ciebie”. Amen.

Słowo „obecny” oznacza „będący tutaj”, „będący obok”, bliski a poprzedzający go człon „wszech”, nadaje mu znaczenia powszechności. Bóg jest wszędzie wokół nas, bliski wszystkiemu, towarzyszy każdemu z nas. Biblia jasno wykłada jeszcze kilka innych prawd związanych z doktryną Bożej wszechobecności. Robi to w sposób tak prosty, że trzeba się uciec do wybiegu, aby ich nie pojąć. Mówią one o tym, że Bóg jest immanentny w Swym dziele stworzenia, że nie ma takiego miejsca na ziemi lub w niebie, gdzie człowiek mógłby się schronić przed Jego obecnością, że Bóg jest zarazem daleko i blisko każdego z nas. Te prawdy o wszechobecności Boga w sposób przekonywujący podaje Biblia.


Pismo święte uczy również, że Bóg jest nieskończony. Oznacza to, że nie jest On niczym skrępowany. Zatem i Jego istnienie nie może być ograniczane - a więc Bóg jest wszechobecny. W Swej nieskończoności Bóg obejmuje Swe dzieło stworzenia i zawiera je w Sobie. Poza Nim nic nie może istnieć. Bóg jest naszym środowiskiem naturalnym, tak jak morze jest środowiskiem naturalnym dla ryby, a powietrze dla ptaka. „Bóg jest ponad wszystkim - pisał Hildeber z Lavardin ponad wszystkim i na zewnątrz wszystkiego; w danej rzeczy, lecz w niej nie zamknięty; poza daną rzeczą, lecz z niej nie wyłączony; ponad nią, lecz nie wyniesiony; pod nią, lecz nie przygnieciony; całkowicie „ponad” - przewodzący; całkowicie „pod” - podtrzymujący; całkowicie i „w” - wypełniający.”


Nie sposób oddzielać przekonania o stałej obecności Boga w swoim wszechświecie od innych przekonań o Bogu. Przyjęcie doktryny wszechobecności Bożej pociąga za sobą (praktyczne) implikacje w wielu dziedzinach myśli teologicznej i narzuca religiom również takie problemy jak np. pytanie o naturę świata. Niemal w każdym okresie historycznym i w każdej kulturze, myślących ludzi interesowało jakim jest świat. Czy jest to samonapędzający się świat materialny, czy też świat duchowy, kierowany przez niewidzialne moce? Czy sprzężony system świata tłumaczy się sam, czy też jest tajemnicą? Czy byt sam z siebie bierze początek i w sobie się kończy, czy też ma swe źródło poza sobą?


Chrześcijańska teologia twierdzi, że zna odpowiedź na te pytania. Nie zajmuje się ona spekulacjami ani głoszeniem opinii, lecz odwołuje się,- do autorytetu Boga, podając: „Tak powiedział Bóg”. Opowiada się ona za duchową naturą świata: świat wywodzi się z ducha, substancja jego jest duchowa i odzierając go z Ducha, który go zamieszkuje, pozbawiamy świat znaczenia.


Doktryna Bożej wszechobecności obrazuje stosunek człowieka do wszechświata, w którym żyje. Ta kluczowa prawda stanowi o znaczeniu pomniejszych prawd i nadaje najwyższe znaczenie wszystkim drobnym sprawom człowieka. Bóg jest zawsze obecny w życiu człowieka, jest blisko niego, tuż obok. Bóg widzi człowieka na wskroś i zna go do głębi. Od tego zaczyna się wiara, a gdy przybierze ona kształt tysięcy cudownych prawd, wszystkie one powrócą do punktu wyjścia - że Bóg istnieje i że jest tutaj. „Przystępujący bowiem do Boga musi uwierzyć, że (Bóg) jest” - czytamy w Liście do Hebrajczyków 11,6. A sam Chrystus powiedział: „Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie!” (Jan 14:1) Cokolwiek, co przyjdzie po spójniku „i” jako dodatek do podstawowej wiary w Boga jest nadbudówką. I nie ważne jak wysoko ona się wznosi, nadal będzie stać solidnie na pierwotnym fundamencie.


A.W. Tozer z książki „Poznanie Świętego”

piątek, 5 października 2012

Źródłem życia jest bojaźń Pańska

Skłonność do milczenia i przymus mówienia zawsze będą konkurować ze sobą w sercu mówiącym o Bogu. „Jak mogą skażeni śmiertelnicy ośmielić się Głosić Twoją chwałę t Twoją łaskę? Leżymy z dala pod Twoimi stopami i widzimy jedynie cień Twojej twarzy.” Isaac Watts A mimo to pocieszamy się wiedzą, którą sam Bóg włożył w nasze serca, aby Go szukały, Bóg w pewnym zakresie umożliwił nam poznanie Siebie, i cieszy się najskromniejszym nawet naszym wysiłkiem, aby Go poznać.

Gdyby jakiś anioł lub święty, który spędził szczęśliwe wieki przy tronie Przedwiecznego zszedł na ziemię, jakże trywialną wydałaby mu się niemilknąca paplanina wiecznie zajętego rodu ludzkiego. Jak obco i pusto brzmiałyby dla niego przyziemne, czerstwe i nieużyteczne słowa, co tydzień rozlegające się z ambon. A gdyby taki przybysz miał do nas przemówić, czyż nie mówiłby o Bogu? Czyż nie czarowałby i fascynował słuchaczy porywającymi opisami Bóstwa? I czyż po takim wystąpieniu chcielibyśmy potem słuchać czegoś innego niż teologii, doktryny Boga? Czyż nie żądalibyśmy później od tych, którzy mają nas uczyć, aby mówili do nas ze szczytu Boskiej wizji albo całkiem zamilkli?


Reakcją psalmisty na występki bezbożnego było gorzkie wyznanie: „Bojaźni Boga nie ma przed jego oczyma”.(Ps. 36:2) Tak tłumaczy to, co widziało serce, zarazem okazując nam psychologię grzechu. Gdy człowiek nie boi się Boga, bez wahania przekracza Jego prawa. Strach przed konsekwencjami nie powstrzymuje przed występkiem, kiedy ulotnił się strach przed Bogiem.


W dawnych czasach mawiano o ludziach wiary, że „chodzą w bojaźni Bożej” i „służą Panu z bojaźnią”. Mimo ich bliskiej zażyłości z Bogiem i mimo śmiałości ich modlitw, podstawą życia religijnego owych ludzi była koncepcja Boga budzącego strach i przerażenie swoją niedostępnością i niepoznawalnością. Koncepcja Boga transcendentnego przewija się przez całą Biblię przydając barw i tonów postaciom świętych. Bojaźń Boga była czymś więcej niż obawą przed niebezpieczeństwem. Był to irracjonalny strach, dominujące uczucie całkowitej zależności w obliczu Boga Wszechmocnego.


Za każdym razem kiedy Bóg w czasach biblijnych pojawiał się przed ludźmi, wywoływał on w nich paraliżujące uczucie grozy i przerażenia połączone z przygniatającym poczuciem grzechu i winy. Gdy Bóg przemówił, Abraham padł na ziemię, aby Go słuchać. Gdy Mojżesz zobaczył Pana w gorejącym krzaku, obawiając się spojrzeć na Boga zasłonił swą twarz. Na widok Boga wyrwał się Izajaszowi okrzyk: „Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach”.(Izaj. 6:5)


Spotkanie Daniela z Bogiem było zapewne najgroźniejszym i najcudowniejszym ze wszystkich tych spotkań. Prorok Daniel podniósł oczy i ujrzał Tego, Którego „ciało zaś Jego było podobne do tarsziszu, jego oblicze do blasku błyskawicy, oczy jego były jak pochodnie ogniste, jego ramiona i nogi jak błysk polerowanej miedzi, a jego głos jak głos tłumu. Ja, Daniel, oglądałem tylko sam widzenie a ludzie, którzy byli ze mną, nie widzieli zjawiska, ogarnęło ich jednak wielkie przerażenie, tak że uciekli, by się ukryć. Tylko ja sam pozostałem, by oglądać to wielkie widzenie, lecz nie miałem siły, zmieniłem się na twarzy, (opuściła mnie moc). Wtedy usłyszałem dźwięk jego słów, a na dźwięk jego słów upadłem oszołomiony twarzą ku ziemi”.(Dan. 10:6-9)


Te doświadczenia dowodzą, że wizja Boskiej transcendencji szybko kładzie koniec wszelkim sporom między człowiekiem a jego Bogiem. Duch walki opuszcza człowieka, który jest gotów wespół z pokonanym Szawłem pytać pokornie: „Co mam czynić, Panie”? Obecnie rzecz się ma całkiem inaczej: zarozumiałość współczesnych chrześcijan, uwidaczniająca się podczas licznych religijnych spotkań, przerażająca lekkomyślność oraz brak szacunku wobec Osoby Boga, świadczą o strasznym zaślepieniu serc. Wielu określa siebie imieniem Chrystusa, dużo o Nim mówi i czasem się modli, lecz najwyraźniej nie wie, kim On jest. „Źródłem życia jest bojaźń Pańska” (Przyp. 14:27). Lecz ta uzdrawiająca bojaźń prawie że zanikła wśród dzisiejszych chrześcijan.


Kiedyś w rozmowie ze swym przyjacielem poetą Eckermannem, Goethe zszedł na tematy religijne i mówił o nadużywania imienia Boskiego: „Ludzie traktują Boga tak, jak gdyby ta niepojęta i najwyższa Istota, będąca poza zasięgiem myśli, była im jedynie równa. W przeciwnym razie nie mówiliby: „O, Panie Boże, najmilszy, dobry Boże”. Te zwroty stają się dla nich - szczególnie dla duchownych, którzy bez przerwy mają je na ustach - zwykłymi frazesami, jałową nazwą nie połączoną z żadną myślą. Gdyby wielkość Boża robiła na nich wrażenie, byliby niemi i przez szacunek niechętnie wymawialiby Jego imię”.


A.W. Tozer z książki „Poznanie Świętego”

czwartek, 4 października 2012

Tak bowiem mówi Wysoki i Wzniosły

O Panie, o nasz Panie, nie masz nikogo takiego jak Ty ani tam, na niebie, ani tu, na ziemi Twoja jest wielkość, godność i majestat. Wszystko, co jest na niebie i na ziemi jest Twoje. Twoje jest Królestwo, potęga i chwała na wieki wieków. A Ty, o Panie, jesteś wywyższony jako głowa nad tym wszystkim. Amen.

Gdy mówimy o transcendencji Boga, mamy na myśli Jego wywyższenie ponad wszystkie rzeczy stworzone we wszechświecie, wywyższenie tak niesłychane, że myśl ludzka nie jest w stanie tam sięgnąć. Jeśli chcemy być rzetelni, dochować wierności prawdzie, musimy jednak pamiętać o tym, że owo wywyższenie nie jest sprawą odległości między Bogiem a ziemią, lecz jest właściwością Jego jestestwa. Nie chodzi tu o miejsce w przestrzeni ani o wysokość w sensie fizycznym, lecz o odmienność natury Boga.

Bóg jest duchem, a więc wielkości i odległości nie mają dla Niego znaczenia. Przynoszą one natomiast pożytek nam, służąc jako analogie i przykłady obrazujące pewne prawdy. Dlatego Bóg stale się do nich odwołuje, kiedy próbuje nam, mającym ograniczoną zdolność pojmowania, przekazać coś o Sobie. Powiada On: „Tak bowiem mówi Wysoki i Wzniosły, którego stolica jest wieczna, a imię Święty”.(Izaj 57:15) Tymi słowami stwarza on wrażenie oddalenia na wysokości, lecz czyni to jedynie dlatego, że my, zamieszkujący świat materii, przestrzeni i czasu, nawykliśmy myśleć w terminach materialnych i zdolni jesteśmy pojąc idee abstrakcyjne tylko przez przyrównanie do rzeczy materialnych. W tej walce o wyzwolenie się spod tyranii otaczającego nas świata ludzkie serce musi posiąść sztukę przekładania na nasz język tego, czego uczy nas Duch.


To Duch nadaje znaczenie materii. Bez niego nic nie ma najmniejszego znaczenia. Małe dziecko odłącza się od grupy i gubi się w górach. Powoduje to natychmiastową zmianę uczuć u wszystkich uczestników wycieczki. Wszyscy raptownie przestają podziwiać wspaniałość gór i przejęci nieszczęściem rozbiegają się po stokach góry, wołając dziecko i zapamiętale przeczesując najdrobniejszy zakątek, w którym mogłoby się ono zagubić.


Co spowodowało tę nagłą zmianę? Porośnięta borem góra nadal przeszywa chmury, lecz nikt nie zważa na jej piękno. Cała uwaga skupiona jest na poszukiwaniu niespełna dwuletniej, kędzierzawej, ważącej zaledwie 30 funtów dziewczynki. Mimo iż jest tak mała i młoda, jest ona znacznie cenniejsza dla rodziców i znajomych niż masywna, wieczna góra, podziwiana przez nich parę minut temu. Cały cywilizowany świat zgadza się z takim wartościowaniem. Dziewczynka może kochać, śmiać się, mówić i modlić, a góra tego nie potrafi. Te właściwości dziewczynki przesądzają o jej wartości.


A jednak nie wolno nam porównywać Boga z istnieniem czegokolwiek innego tak, jak to zrobiliśmy w przypadku góry i dziewczynki. Nie wolno nam myśleć o Bogu jako o najwyższym ogniwie w łańcuchu życia, rozpoczynającym się od pojedynczej komórki, przechodzącym przez pośrednie ogniwa ryby, ptaka, zwierzęcia, człowieka, anioła, cherubina aż do wieńczącego wszystko Boga. Oznaczałoby to przyznanie Bogu niezwykle wysokiego stanowiska, nawet wyjątkowości, lecz i to byłoby za mało, albowiem Bogu należna jest transcendencja w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Bóg na wieki trzyma się z osobna, stojąc w niedostępnym świetle. On jest równie wysoko nad archaniołami jak nad pijawką, gdyż przepaść między archaniołem a pijawką jest co prawda ogromna ale skończona, podczas gdy otchłań między Bogiem a archaniołem jest nieskończona. Pijawka i archanioł, mimo iż tak odlegli od siebie w skali stworzenia, są jednak istotami stworzonymi - oboje należą do kategorii „tego, co nie jest Bogiem” i są oddaleni od Boga o Jego nieskończoność.


A.W. Tozer z książki „Poznanie Świętego”

poniedziałek, 1 października 2012

"Poznanie Świętego" w języku angielskim


Knowledge Of The Holy
by
A.W. Tozer

















The Number One Source for all of Dr Tozer's Books and Audios

Naszą zmorą jest zeświecczona moralność

Nie sposób wnikliwie czytać dłużej Biblii i nie dostrzec przepaści, która dzieli postawę ludzi opisanych w Piśmie i ludzi nam współczesnych. Naszą zmorą jest zeświecczona moralność. Tam, gdzie autorzy Biblii widzieli Boga, my widzimy prawa natury. Ich świat był całkowicie zaludniony, nasz jest pusty. Ich świat był żywy i osobisty, nasz jest bezosobowy i martwy. Ich światem rządził Bóg, naszym rządzą prawa natury - a my na zawsze zostaliśmy pozbawieni obecności Boskiej.

Czym są owe prawa natury, które dla milionów zastąpiły Boga? Słowo „prawo” ma dwa znaczenia. Pierwsze dotyczy norm narzucanych przez władze, np. powszechnie znanych praw przeciwko napadom i grabieżom. Drugie służyć ma ujednoliconemu uchwyceniu dziejących się we wszechświecie procesów; lecz jest to podejście błędne. To, co dostrzegamy w przyrodzie, są to po prostu ścieżki Bożej mocy i mądrości przełożone przez dzieło stworzenia. Właściwie są to zjawiska a nie prawa, lecz my przez analogię do arbitralnych praw społecznych zwiemy je prawami.


Nauka obserwuje działanie mocy Bożych, odkrywa występujące w jakiejś dziedzinie wzory i nazywa je „prawami”. Jednolitość działań Boga umożliwia uczonym przepowiadanie naturalnych zjawisk. Wiarygodność postępowania Boga w Swoim świecie stanowi podstawę wszelkiej prawdy naukowej. W niej uczony lokuje całą swą wiarę. Ona służy mu za punkt wyjścia do wspaniałych i pożytecznych osiągnięć w różnych dziedzinach, takich jak: nawigacja, chemia, rolnictwo, czy nauki medyczne.


Religia, z kolei, zwraca się ku naturze Boga. Obchodzą ją nie ślady stóp Bożych na ścieżkach stworzenia, lecz Ten, kto po owych ścieżkach stąpa. Religia interesuje się głównie Tym, Który jest źródłem wszelkich rzeczy, mistrzem wszelkich zjawisk i każdego zjawiska z osobna. Z tej przyczyny Jego filozofia otrzymała wiele imion, z których najstraszniejsze jakie znam jest autorstwa Rudolfa Otto: „Bez względny, gigantyczny, nie zamierający ani na chwilę stres aktywnego świata.” Chrześcijanie lubują się w rozpamiętywaniu tego, że ów „stres świata” został niegdyś przedstawiony w słowach: „JESTEM, KTÓRY JESTEM”.- I że ich największy nauczyciel kazał zwracać się do siebie jako do Osoby: „Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci imię Twoje”. Ludzie Biblii prowadzili intymne rozmowy z tym „gigantycznym absolutem”, a prorok i święty szli za Nim w zachwycie oddania, ciepła, bliskości i głębokiego zaspokojenia.


“The absolute, the gigantic, never-resting active world stress.” The Christian delights to remember that this “world stress” once said “I AM” and the greatest teacher of them all directed His disciples to address Him as a person: ”When ye pray, say, Our Father which art in heaven, Hallowed be thy name.”

Omnipotencja [wszechmoc] Boża nie oznacza sumy wszystkich mocy, lecz atrybut Boga osobowego, którego chrześcijanie uznają za Ojca, Pana ich Jezusa Chrystusa i wszystkich, którzy wierzą, że ma On życie wieczne. Wiara ta jest dla czcicieli Boga źródłem cudownej mocy, podtrzymującej ich życie wewnętrzne. Ich wiara wznosi się do wielkiego skoku do wspólnoty z Tym, Który może dokonać wszystkiego czego zapragnie, dla którego nic nie jest trudne ani ciężkie, gdyż posiada On moc nie znającą granic.


Ponieważ zarządza On wszystkimi mocami we wszechświecie, wykonanie czegokolwiek jest dla niego zawsze tak samo łatwe. Cokolwiek robi, robi bez wysiłku. Nie traci przy tym energii i nie musi jej uzupełniać. Jego samowystarczalność sprawia, że nie potrzebuje szukać poza Sobą źródła odnowienia Swych sił. Wszelka moc, potrzebna Mu do zrobienia tego, co zamierza, zawarta jest w niepodważalnej pełni Jego jestestwa.


Pewien duszpasterz - A. B. Simpson, gdy był już koło pięćdziesiątki i zapadł na zdrowiu, i głęboko zniechęcony zamierzał porzucić służbę duchową, przypadkowo usłyszał prostą religijną pieśń murzyńską: „Dla Jezusa nic nie jest zbyt trudne. Żaden człowiek nie potrafi pracować tak jak Bóg”. To posłanie jak strzała trafiło w jego serce, wnosząc wiarę, nadzieje, oraz życie dla ciała i ducha. Simpson zapragnął samotności, a po okresie spędzonym sam na sam z Bogiem poczuł się całkiem uleczony i stanął na własnych nogach pełen radości, że znalazł to, co później stało się jednym z największych towarzystw misyjnych na świecie. Od czasu tego spotkania z Bogiem, przez 35 lat ze zdumiewającą gorliwością pracował on w służbie Boga. Jego wiara w Boga o bezgranicznej mocy dodała mu sił potrzebnych do wytrwania w dalszym życiu.


A.W. Tozer z książki „Poznanie Świętego”