czwartek, 16 sierpnia 2012

Wiara w Jezusa Chrystusa nie jest nieobowiązkowa

„Ty nie opuścisz nas, gdy obrócimy się w proch. Tyś stworzył człowieka, który nie wie po co to uczyniłeś. Myśli jednak, że nie został stworzony, aby umrzeć.  Gdyż Tyś go stworzył, a jesteś sprawiedliwy.”  Tak tłumaczył to pragnienie Tennyson i przeciętne ludzkie serce instynktownie z nim się zgodzi. Od zamierzchłych czasów podobieństwo do Boga podsycało w każdym człowieku wieczną nadzieję, że gdzieś nadal będzie mógł trwać. Człowiek jednak nie może się radować, gdyż światłość, która przyszła na ten świat; która oświeca każdego, wciąż pobudza jego świadomość i przeraża go dowodami winy i nadchodzącej śmierci. Dlatego życie człowieka przebiega między kamieniami młyńskimi: górnym kamieniem nadziei i dolnym obawy.

Dopiero teraz ujawnia się chwytające za serce znaczenie Dobrej Nowiny: „Jezus Chrystus, który przezwyciężył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię”. (2 Tym 1:10) Tak napisał jeden z największych chrześcijan, Paweł, nim wyruszył na spotkanie swego oprawcy. Wieczność Boga i śmiertelność człowieka łączą się, aby przekonać nas, że wiara w Jezusa Chrystusa nie jest nieobowiązkowa. Przed każdym człowiekiem jest Chrystus albo wieczna tragedia. Z wieczności Pan nasz zszedł do czasu, aby nas uratować, których moralne szaleństwo uczyniło nie tylko głupcami mijającego świata, lecz także niewolnikami grzechu i śmierci.
 
A.W. Tozer  z książki „Poznanie Świętego”

środa, 15 sierpnia 2012

Gdzie „później” i „wcześniej” stanowią jedność

Bóg jednym spojrzeniem ogarnia zarówno koniec, jak i początek. „Gdyż nieskończone trwanie, które samo w sobie jest wiecznością, zawiera wszelkie następstwa”. - pisał Mikołaj z Kuzy „- i wszystko, co się nam wydaje, że następuje w kolejności, istnieje nie później Twojej koncepcji, którą jest wieczność. Ponieważ jesteś Bóg Wszechmogący, zamieszkujesz w obrębie murów Raju, a owe mury są miejscem, gdzie wszystko się zbiega, gdzie „później” i „wcześniej”  stanowią jedność, gdzie koniec jest tożsamy z początkiem, gdzie alfa i omega jest tym samym... gdyż TERAZ i POTEM zbiegają się w kole muru otaczającego Raj. Ale Ty, mój Boże, będący Absolutem i Wiecznością, istniejesz i przemawiasz poza teraźniejszością i przeszłością„

Będąc w sędziwym wieku, Mojżesz napisał psalm, którego fragment cytowałem już w tym rozdziale. Wysławia w nim wieczność Boga. Prawda o tym, że Bóg jest wieczny była dla niego niewzruszonym faktem teologicznym, tak trwałym i pewnym jak dobrze mu znana Góra Synaj. Prawda ta miała dla niego dwojakie znaczenie.

Po pierwsze, ponieważ Bóg jest wieczny, zawsze będzie On bezpiecznym domem dla swych dzieci czujących szybko płynący czas. „Panie, Ty dla nas byłeś ucieczką z pokolenia na pokolenie”. (Psalm 90:1) Druga myśl jest już mniej pogodna: Skoro wieczność Boga jest tak bezmierna, a nasze bytowanie na ziemi tak krótkie, jak mamy pokierować pracą swych rąk? Jak możemy uniknąć niszczącego działania wypadków, które mogą nas zetrzeć w proch? Mojżesz zwraca się z żarliwą prośbą do Boga: „Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca”. (Psalm 90:12) Niech wiedza o Twojej wieczności nie będzie na mnie zmarnowana!

My, którzy żyjemy w czasach napięcia nerwowego, powinniśmy być dość mądrzy, aby w obecności Boga i na krawędzi wieczności oddawać się długim i częstym medytacjom o naszym życiu i dniach. Gdyż niewątpliwie jesteśmy stworzeni dla wieczności w nie mniejszym stopniu niż dla czasu i jako istoty moralnie odpowiedzialne powinniśmy konfrontować się z nimi równocześnie. Bóg „nawet wieczność włożył w ich serca”. - powiedział kaznodzieja Salomon (Ks.Kazn. 3:11)- i myślę, że wyraził tym jednocześnie chwałę i nędzę człowieka. Być stworzonym do wieczności i musieć zamieszkiwać w czasie - jest wielką tragedią ludzi. Wszystko w nas jest wołaniem o życie i stałość, a wszystko wokół przypomina nam o śmiertelności i zmienności. To, że Bóg uczynił nas z wiecznej substancji, jest zarazem chwałą i proroctwem; chwałą, która ma się dopiero ziścić i proroctwem, które ma się dopiero spełnić. Mam nadzieję, że nie będzie zbędnym powtórzeniem ponowne wskazanie na podstawowy aksjomat chrześcijańskiej teologii - podobieństwo człowieka do Boga. Znamiona tego podobieństwa tak zostały przez grzech zatuszowane, że trudno je rozpoznać, lecz czyż  mniemanie, iż jedno ze znamion może być źródłem nienasyconego pożądania nieśmiertelności, nie jest rozsądne?

A.W. Tozer  z książki „Poznanie Świętego”

wtorek, 14 sierpnia 2012

Ja od początku zwiastowałem to, co będzie

Czas odznacza początek stworzonego bytu. A ponieważ Bóg nie ma początku, czas nie ma do Niego zastosowania. „Zaczęło się” - jest słowem czasu, nie mającym odniesienia do osoby Najwyższego, zamieszkującego wieczność.

Ponieważ Bóg żyje w wieczności, nie ma On przeszłości ani przyszłości. Napotykane w Biblii słowa -określniki czasu nie odnoszą się do Jego czasu, lecz do naszego. Gdy cztery postacie w dzień i w noc śpiewały przed Jego tronem „Święty, Święty, Święty jest Pan, Bóg Wszechmogący, który był i który jest, i który ma przyjść”. - utożsamiały one Boga z biegiem stworzonego życia, znającego trzy czasy. Takie podejście jest słuszne i usprawiedliwione, gdyż Bóg chciał, aby Go w ten sposób widziano. Lecz ponieważ Bóg nie jest istotą stworzoną, nie podlega On wpływom następujących po sobie zmian, zwanych przez nas czasem.

Bóg zamieszkuje w wieczności, podczas gdy czas zamieszkuje w Bogu. Bóg już przeżył wszystkie nasze jutra, tak jak przeżył wszystkie nasze wczoraj. Może przykład proponowany przez C.S. Lewis’a będzie tutaj pomocny. Wyobraźmy sobie nieskończenie długą kartkę papieru. Będzie ona symbolizować wieczność. Zaznaczmy na niej króciutki odcinek przedstawiający czas. Jak linia zaczyna się i kończy w nieskończoności, tak czas zaczyna się w Bogu i kończy się w Nim.

To, że Bóg pojawia się na początku czasu, nie jest trudne do zrozumienia. Lecz to, że pojawia się na początku i końcu jednocześnie, niełatwo jest pojąć. A mimo to jest to prawdziwe. My znamy czas jako następstwo zdarzeń. W ten sposób odbieramy następujące po sobie zmiany we wszechświecie. Nie występują one wszystkie naraz, lecz stopniowo, jedna po drugiej, i to tworzy ów stosunek wyrażany przez ,.po” i „przed”, stanowiący naszą koncepcję czasu. Czekamy nim słońce przejdzie ze wschodu na zachód, lub nim wskazówka zegara zatoczy na cyferblacie koło. Lecz Boga nic nie skłania do czekania. Dla Niego wszystko, co ma się stać, już się stało. Oto dlaczego Bóg może powiedzieć: „Ja jestem Bogiem i nie ma takiego jak Ja, Ja od początku zwiastowałem to, co będzie, i z dawna to, co jeszcze się nie stało”. (Izajasz 46:9,10)

A.W. Tozer z książki „Poznanie Świętego”

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Wieczność Boga

Dziś nasze serca z radością przyjmują to, czego nasz rozum nigdy do końca nie pojmie - Twoją wieczność, O Przedwieczny. Czyż nie jesteś z wieczności, o Panie, Boże mój, Święty mój? Wychwalamy Cię, wieczny Ojcze, którego dni nie mają końca, i Ciebie, z miłości zrodzony Synu, którego pochodzenie od początku, od dni wieczności. Wyznajemy i wielbimy także Ciebie, Wieczny Duchu, który przed powstaniem świata żyłeś i kochałeś w chwale równej Ojcu i Synowi. Poszerz i oczyść przybytki naszych serc, aby stały się godnym miejscem zamieszkania dla Twego Ducha, który uczciwe i czyste serca woli nad wszelkie świątynie.
Amen.

Koncepcja wieczności ciągnie się na przestrzeni całej Biblii niczym wyniosłe pasmo górskie, rozrasta się w ortodoksyjnym judaizmie oraz w nauce chrześcijańskiej. Gdybyśmy ją odrzucili, nie rozmyślalibyśmy nad słowami proroków i apostołów, przepełnionych marzeniami o wieczności.

Ponieważ słowo „wieczny” używane było niekiedy przez piszących świętych w znaczeniu nie wykraczającym poza „długotrwały” (np. „pagórki odwieczne” 1 Moj. 49:26) niektórzy utrzymują, że pojęcie bytu bez końca nie istniało w umysłach owych piszących, lecz zostało im przypisane przez teologów później. Jest to niewątpliwie błędne założenie, nie mające, o ile mi wiadomo, podstawy w solidnych badaniach. Tym argumentem przeciwko wieczności posługiwali się niektórzy nauczyciele teologii, pragnący obejść doktrynę wiecznego potępienia. Odrzucając twierdzenie o wiecznym charakterze kary moralnej i chcąc zachować konsekwencję, musieli oni osłabić całą koncepcję wieczności. Nie jest to jedyny przypadek, kiedy próbowano zabić prawdę, aby nie stała się materialnym dowodem przeciwko błędowi.

Prawda zaś wygląda tak, że jeśli Biblia nie uczy wyraźnie że Bóg posiada nieskończony żywot, to my czujemy się w obowiązku wyciągnąć taki wniosek z innych atrybutów Boga. Jeśli Pismo święte nie znało słowa na określenie absolutnej wieczności, my zmuszeni jesteśmy je ukuć, aby wyrazić to, co owa natchniona księga implikuje, zakłada i przyjmuje za rzecz ofiarowaną. Idea wieczności jest dla Królestwa Boga tym, czym jest węgiel dla królestwa przyrody. Występuje on niemal wszędzie, będąc głównym składnikiem wszelkiej żywej materii i zaopatrując wszystkie żywe istoty w energię. Podobnie koncepcja wieczności jest niezbędna, aby ożywić wszystkie inne doktryny chrześcijaństwa. Zaprawdę nie znam takiego chrześcijańskiego wyznania wiary, które zachowałoby swe znaczenie, gdyby wyeliminować z niej koncepcję wieczności.

„Od wieczności na wieczność Ty jesteś Bóg” (Ps. 92:2) - powiedział Mojżesz pod działaniem Ducha. „Od punktu zaniku do punktu zaniku”. - można by wyrazić słowa Mojżesza współczesnym językiem. Umysł spogląda do tyłu do chwili, aż mgła się rozwieje, potem zwraca się ku przyszłości i wpatruje się w nią, aż myśl i wyobraźnia padną z wyczerpania; a Bóg jest po obu końcach, a żaden z nich nie ma nad Nim władzy.

A.W. Tozer  z książki „Poznanie Świętego”

sobota, 11 sierpnia 2012

Aby działać razem z nimi, w nich i przez nich

Nie wyobrażajmy sobie, że głoszenie prawdy o Boskiej samowystarczalności sparaliżuje aktywność chrześcijan. Raczej ożywi wszelkie święte starania. Ta wymierzona w ludzka zarozumiałość prawda, jeśli przyjrzymy się jej z perspektywy Biblii, odciąża nasze umysły od uciążliwego brzmienia ludzkiej natury i zachęca, aby wziąć na siebie lekkie jarzmo Chrystusowe i samemu spalać się w natchnionym przez Ducha trudzie na chwałę. Boga oraz dla dobra ludzkości. Gdyż dobrą nowiną jest to, że Bóg, który nikogo nie potrzebuje, dobrowolnie przyszedł do swych posłusznych dzieci, aby działać razem z nimi, w nich i przez nich.

Jeżeli to wszystko wydaje się wam wewnętrznie sprzeczne - zatem „Amen”, niech tak będzie. Poszczególne składniki prawdy pozostają do siebie w ciągłej opozycji i często wymagają od nas, abyśmy uwierzyli w coś przeciwnego niż to, czego oczekujemy, że się dowiemy. Prawda, która teraz wydaje się przeczyć sama sobie, rozwinie się w jaśniejącej jedności i okaże się, że sprzeczność była zawarta nie w prawdzie, lecz w naszych skażonych grzechem umysłach.

Póki co, nasze wewnętrzne spełnienie zależy od przepełnionego miłością posłuszeństwa przykazaniom Chrystusa oraz natchnionym ostrzeżeniom Jego apostołów. „Albowiem to Bóg jest w nas sprawcą i chcenia i działania zgodnie z Jego wolą”. Nie potrzebuje On nikogo, lecz gdy obecna jest wiara, działa przez każdego. W poprzednim zdaniu padły dwa ważne stwierdzenia i w interesie naszym leży, abyśmy przyjęli oba, gdy dla minionego pokolenia to pierwsze pozostawało prawie w zupełnym ukryciu, i spowodowało zranienie naszej duszy.

"Fontanno dobro, wszelkie błogosławieństwo wypływa z Ciebie.
Twojej pełni obca jest wszelka potrzeba.
Czegóż oprócz siebie możesz pragnąć?
A jednak będąc tak samowystarczalny, jak jesteś.
Pragniesz naszego lichego serca,
Jego, tylko jego pożądasz."

Johann Scheffler

A.W. Tozer  z książki „Poznanie Świętego”

piątek, 10 sierpnia 2012

Chrześcijanie znają dziś Chrystusa tylko z ciała

Jeśli zastanowimy się nad tym wszystkim, zaczniemy rozumieć, dlaczego Pismo święte tyle mówi o znaczeniu wiary i dlaczego piętnuje niewiarę jako grzech groźny. Spośród stworzeń Boskich żadne nie ośmiela się wierzyć w siebie. Tylko Bóg wierzy w samego Siebie, a inne istoty muszą wierzyć w Niego. Niewiara jest właściwie odwróconą wiarą, gdy swą ufność pokłada się nie w żywym Bogu, lecz w umarłym człowieku. Niewierzący odrzuca samowystarczalność Boga i uzurpuje sobie cudze atrybuty. Ten podwójny grzech bezcześci Boga i całkowicie niszczy duszę człowieka.

Za sprawą swej miłości i miłosierdzia Bóg przyszedł do nas jako Chrystus. Od czasu apostołów Kościół zgodnie głosi tę prawdę. Została ona ujęta w doktrynę chrześcijanką o ucieleśnieniu Wiekuistego Syna. Jednakże w ostatnich czasach przypisuje się jej nieco inno znaczenie, mniejsze od tego, jakie nadawał jej wczesny Kościół. Człowiek Jezus, pojawiając się w swej cielesnej postaci, zrównał się z Bogiem, a wszystkie Jego ludzkie ograniczenia ustąpiły miejsca Jego Boskości. Prawda jest taka, że Człowiek, który przebywał pośród  nas, był przejawem nie odsłoniętej świętości, lecz doskonałego człowieczeństwa. Aby uchronić ludzkość przed zagładą wspaniały majestat Boga został z litości włożony w delikatną powłokę ludzką. Na górze Synaj „Pan rzekł do Mojżesza: Zstąp na dół i upomnij lud surowo, aby się nie zbliżali do Pana, chcąc Go zobaczyć, gdyż wielu z nich przypłaciłoby to życiem”. Nadto powiedział: „Nie będziesz mógł oglądać mojego oblicza... i pozostać przy życiu”.

Wydaje się, że chrześcijanie znają dziś Chrystusa tylko z ciała. Próbują połączyć się z Nim przez odarcie Go z Jego płonącej świętości, niedostępnego majestatu i że wszystkich atrybutów, które ukrywał będąc na ziemi, lecz które przetrwały nienaruszone aż do momentu powrotu do Ojca i zajęciu miejsca po Jego prawicy. Chrystus w popularnym wydaniu blado się uśmiecha pozdrawiając ludzi. Stał się dla nas „kimś tam na górze”, kto darzy sympatią ludzi, przynajmniej niektórych, a ci są Mu wdzięczni, choć niezbyt przejęci. Skoro oni Go potrzebują. On także ich potrzebuje.

A.W. Tozer  z książki „Poznanie Świętego”

czwartek, 9 sierpnia 2012

Bóg istnieje dla Siebie, a człowiek - dla chwały Bożej

Stanowczo zbyt wiele wezwań, jakie padają z ust  misjonarzy, bierze się z wyobrażanego przez nich rozgoryczenia Wszechmogącego. Wytrawny mówca bez trudu potrafi wzbudzić w swych słuchaczach litość nie tylko dla pogan, lecz także dla Boga, który tak bardzo i tak długo się trudzi, aby zbawić świat, co Mu się jednak wciąż nie udaje z braku poparcia u ludzi. Mam obawę, że tysiące młodych ludzi oddają się służbie Chrystusowi jedynie z chęci dopomożenia Bogu w wyplątaniu się z męczącej sytuacji, w jaką uwikłała Go miłość do ludzi, i z której nie może o własnych siłach wybrnąć. Jeśli zaprawimy to wszystko pewną dozą chwalebnego idealizmu i współczucia dla pokrzywdzonych, otrzymamy wytłumaczenie tego, co kryje sie obecnie za aktywnością chrześcijańską, a przynajmniej jej głównym nurtem.

Wróćmy zatem do tego, że Bóg nie potrzebuje obrońców. Jest On Wiekuistym Niebronionym. Aby móc porozumieć się z nami w Pismach, Bóg odwołuje się do pojęć militarnych. Jednakże nie czyni tego w tym celu, abyśmy sądzili, że tron Jego Majestatu jest oblegany, a archanioł Michał, jego zastępy i inne istoty niebieskie bronią go przed gwałtownymi atakami. Takie myślenie dowodzi niezrozumienia tego wszystkiego, co Biblia mówi nam o Bogu. Ani judaizm, ani chrześcijaństwo nie poparłyby takich dziecinnych wyobrażeń. Bóg, którego trzeba bronić, jest tym, kto może nam pomagać jedynie wówczas, gdy ktoś pomaga Jemu. Na takim Bogu możemy polegać jedynie wówczas, gdy zwycięża w kosmicznej, ze zmiennym powodzeniem toczonej walce między dobrem i złem. Taki Bóg nie mógłby od rozumnego człowieka żądać szacunku; mógłby budzić w nim jedynie litość.

Aby iść właściwą drogą, musimy myśleć o Bogu w sposób godny Boga. Naszym moralnym obowiązkiem jest oczyścić swe umysły od balastu nieodpowiednich wyobrażeń o Bóstwie i pozwolić Bogu być w naszych umysłach, takim jakim jest w Swoim Wszechświecie.

Religia chrześcijańska traktuje zarówno o Bogu, jak i o człowieku, lecz jej ogniskową jest Bóg, a nie człowiek. Jedyne, co uzasadnia ważność człowieka, jest Jego podobieństwo do Boga - sam w sobie jest człowiek niczym. Psalmiści i prorocy ze smutkiem mówią w Piśmie świętym o słabym człowieku, którego oddech zależy od nozdrzy, który wzrasta z rana niczym roślinka po to, by być ściętym i zwiędnąć nim zajdzie słońce. Biblia kładzie nacisk na to, że Bóg istnieje dla Siebie, a człowiek - dla chwały Bożej. Nim zaistnieje na ziemi, najwyższa chwała Boga musi zaistnieć na niebiosach.

A.W. Tozer  z książki „Poznanie Świętego”