poniedziałek, 14 maja 2012

Słowo Boże raz wypowiedziane jest ciągle wypowiadane

Biblia nie stanie się nigdy żywą księgą dla nas, jeśli nie będziemy pewni, że Bóg przemawia we wszechświecie. Przeskoczyć z umarłego i bezosobowego świata do dogmatycznej Biblii - oznacza coś zbyt trudnego dla większości ludzi. Mogą nawet przyznawać, że powinni przyjąć Biblię jako Słowo Boga, i mogą nawet próbować o niej tak myśleć, ale wciąż nie są w stanie uwierzyć, że Słowa na stronicach Pisma Świętego są skierowane do nich. Ktoś może nawet powiedzieć: "Te słowa są skierowane do mnie", a jednak nie czuje w swym sercu i nie wie, że tak jest. Stał się ofiarą rozdwojonej psychologii. Próbuje myśleć, że Bóg wszędzie jest niemową, a mówi tylko w tej Księdze. 

Wydaje mi się, że większość naszej religijnej niewiary pochodzi z błędnej koncepcji i niewłaściwego stosunku do Pism Prawdy. Milczący Bóg nagle zaczął mówić w tej Księdze, a gdy ją skończył pisać, na zawsze wrócił do ciszy. Teraz czytamy tę Księgę jako zapis tego, co Bóg powiedział, gdy przez krótki czas miał ochotę mówić. Jak możemy wierzyć, mając takie pomysły w głowie? Fakty jednak są takie, że Bóg nie milczy, i że nigdy nie milczał. Mówienie jest Jego charakterem. Druga Osoba Trójcy Świętej jest nazwana "Słowem". Biblia jest nieuniknionym rezultatem ciągłego Bożego mówienia. Jest to nieomylna deklaracja Jego umysłu, wyrażona w znanych nam słowach. 

Myślę, że nowy świat wynurzy się nam z religijnej mgły, gdy zaczniemy traktować Biblię jako Księgę, która nie tylko raz przemówiła, ale która teraz przemawia. Prorocy zwykle mówili: "Tak mówi Pan", i mieli na myśli to, że Bóg teraz przemawia do słuchających. Możemy użyć czasu przeszłego, by zupełnie poprawnie wykazać, że w pewnym określonym czasie, pewne określone Słowo Boże raz wypowiedziane jest ciągle wypowiadane. Tak, jak dziecko raz narodzone ciągle żyje, lub jak świat raz stworzony ciągle istnieje. Są to tylko niedoskonałe ilustracje, ponieważ dzieci umierają, a światy gasną, lecz Słowo Boże trwa na wieki. 

Jeśli tylko chcesz dalej poznać Pana, natychmiast podejdź do otwartej Biblii spodziewając się, że do ciebie przemówi. Nie traktuj jej jak rzeczy, którą można przekładać z miejsca na miejsce. Jest to coś więcej niż rzecz, to jest Głos, Słowo, własne Słowo Żyjącego Boga. 

Panie, uczyń mnie słuchać. Czasy są hałaśliwe, a moje uszy są zmęczone tysiącem głośnych nieustannie atakujących dźwięków. Daj mi Ducha, jakiego miał chłopiec Samuel, gdy mówił do Ciebie: "Mów, Panie, bo sługa Twój słucha". Pozwól mi słyszeć Ciebie, gdy mówisz w moim sercu. Pozwól mi przyzwyczaić się do dźwięku Twego Głosu, aby jego tony stały się mi bliskie, gdy ucichną dźwięki ziemi, a jedynym dźwiękiem będzie muzyka Twego Mówiącego Głosu. Amen.
 
A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

piątek, 11 maja 2012

Głos Boży jest głosem przyjaznym

Głos Boży jest głosem przyjaznym. Nikt nie musi się obawiać słuchania Go, chyba że podjął decyzję, aby mu się oprzeć. Krew Jezusa objęła nie tylko rasę ludzką, ale i całe stworzenie. "I aby przez Niego znów pojednać wszystko ze sobą: przez Niego i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża". /Kol.1.20/. Zupełnie bezpiecznie możemy zwiastować przyjazne niebiosa. Niebo i ziemia wypełnione są dobrą wolą Tego, który mieszkał w krzewie. Doskonała Krew oczyszczenia zapewnia to na zawsze. 

Ktokolwiek tylko będzie słuchał, usłyszy mówiące niebiosa. Z całą pewnością obecne czasy nie należą do takich, w których ludzie chętnie przyjmują wezwanie, by słuchać, bo słuchanie obecnie nie należy do popularnej religii. Znajdujemy się wręcz na przeciwnym biegunie. Religia przyjęła okropną herezję, że hałas, rozmach, aktywność i szum czynią, że człowiek staje się miły dla Boga. Ale możemy nabrać otuchy. Do ludzi ogarniętych burzami ostatniego wielkiego konfliktu Bóg mówi: "Zatrzymajcie się, i we Mnie uznajcie Boga...!"/Ps.46.11/ I ciągle to powtarza tak jakby chciał powiedzieć, że nasza siła i nasze bezpieczeństwo nie tkwi w hałasie, lecz w uciszeniu się. 

Bardzo ważne jest, by uciszyć się w oczekiwaniu na Boga. Najlepiej, gdy jesteśmy sami, z otwartą Biblią. A wtedy, jeżeli zechcemy, możemy zbliżyć się do Boga i zacząć słyszeć jak mówi do nas w naszych sercach, Myślę, że dla przeciętnej osoby będzie to przebiegało tak. Najpierw będzie to dźwięk Bożej obecności jakby spacerującej po Ogrodzie. Potem Głos, rozróżnialny, ale ciągle jeszcze niewyraźny. A potem nastąpi ten radosny moment, gdy Duch Święty zaczyna oświecać Pisma, a to, co było tylko dźwiękiem lub w najlepszym wypadku głosem, stanie się wyraźnym słowem. Ciepłym, intymnym i jasnym jak słowo drogiego nam przyjaciela. Następnie przyjdzie życie i światłość, a wreszcie to, co najlepsze: zdolność, by widzieć, odpoczywać i mieć Chrystusa jako Zbawiciela, Pana i Wszystko. 

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

czwartek, 10 maja 2012

Nasze sposoby myślenia, pochodzą od naukowców

Gdy Bóg przemówił z Nieba do naszego Pana, człowiek obracający się wokół własnej osoby, wyjaśnił to jako naturalną rzecz. Powiedzieli: "zagrzmiało" /Jn.12,29/. Zwyczaj wyjaśniania Bożego Głosu przy pomocy praw natury jest podstawą współczesnej nauki. W żyjącym i oddychającym kosmosie istnieje to "Coś" tajemniczego, zbyt cudownego, zbyt strasznego, by można to zgłębić rozumem. Wierzący człowiek nie twierdzi, że rozumie. Pada na kolana i szepcze: "Bóg". Człowiek ziemski też klęka, ale nie oddaje czci. Klęka, by zbadać, poszukać, znaleźć przyczynę powstania rzeczy i odpowiedzieć na pytanie, jak to się stało. Przypadło nam w udziale żyć w zeświecczonym wieku. Nasze sposoby myślenia, do których się przyzwyczailiśmy, pochodzą od naukowców, a nie od ludzi uwielbiających Boga. Chętniej wyjaśniamy, niż uwielbiamy. Wykrzykujemy "zagrzmiało" i dalej kroczymy ziemską drogą. Ale ten Głos ciągle rozbrzmiewa i szuka. Porządek i życie świata zależą od tego Głosu, ale ludzie są zbyt zajęci lub uparci, aby zwrócić nań uwagę. 

Każdy z nas miał takie przeżycie, którego nie mogliśmy wyjaśnić nagłe poczucie osamotnienia lub uczucie zdziwienia lub strach przed ogromem wszechświata. Albo też odczuliśmy chwilową światłość idącą z jakiegoś innego słońca, dającą nam w krótkim błysku pewność, że jesteśmy z innego świata, że nasze pochodzenie jest boskie. To, co wtedy zobaczyliśmy, mogło być zupełnym przeciwieństwem tego, czego uczono nas w szkole, i w wielkiej sprzeczności ze wszystkim, co wcześniej znaliśmy lub w ci wierzyliśmy. Byliśmy jednak zmuszeni odsunąć na bok wątpliwości w tym momencie, gdy chmury się rozstąpiły i sami usłyszeliśmy i zobaczyliśmy. Chcąc wyjaśnić te zjawiska, nie będziemy w porządku wobec faktów, dopóki nie zgodzimy się, że istnieje chociażby możliwość, iż takie przeżycia wynikają z obecności Boga we wszechświecie i Jego ciągłego wysiłku, by porozumieć się z ludzkością. Nie odrzucajmy zbyt lekkomyślnie takiej hipotezy. 

Mam takie przekonanie (i nie będę się czuł źle, jeśli nikt się z tym nie zgodzi), że każda dobra i piękna rzecz wyprodukowana przez człowieka jest jego błędną i hamowaną przez grzech odpowiedzią na Głos Stwórcy rozbrzmiewający nad ziemią. Byli filozofowie i moraliści, którzy śnili o cnocie, myśliciele i realiści spekulujący na temat Boga i nieśmiertelności, poeci i artyści. którzy stworzyli trwałą i czystą piękność z naszej pospolitej materii: jak możemy to wszystko wytłumaczyć? Nie wystarczy powiedzieć: "To geniusz". A kto jest geniusz? Czyż nie mogłoby być tak, że jest to człowiek nawiedzony przez mówiący Głos, mozolący się i walczący jak opętany, by osiągnąć cel, który tylko mgliście pojmuje? To, że wielki człowiek mógł w swej pracy pominąć Boga, że mógł nawet coś napisać lub powiedzieć przeciwko Bogu, nie niweczy myśli, o którą mi chodzi. Boże odkupieńcze objawienie się w Piśmie Świętym jest niezbędne do osiągnięcia wiary i pokoju z Bogiem. Wiara w zmartwychwstałego Zbawiciela jest konieczna, jeśli niewyraźnie pragnienie nieśmiertelności mają doprowadzić nas do zadowalającej i dającej odpocznienie wspólnoty z Bogiem. To przekonanie jest dla mnie wiarygodnym wyjaśnieniem istnienia wszelkiego dobra poza Chrystusem. Ale możesz nie przyjąć mojej tezy i też być dobrym chrześcijaninem. 

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

środa, 9 maja 2012

Wyćwiczyliśmy nasze uszy, żeby nie słyszeć

To, że Bóg jest tutaj, i że przemawia - to są podstawy, na których opierają się inne prawdy biblijne; bez nich nie mogłoby być żadnego objawienia. Bóg nie napisał książki i nie przekazał jej przez posłańca, aby była czytana bez zrozumienia przez ludzkie umysły pozbawione pomocy. Bożą księgą jest wypowiadane Słowo, które żyje w Jego wyrażonych Słowach, ciągle mówiące i wypowiadające Jego słowa, i sprawiające, że choć mijają lata, ono wciąż ma moc. Bóg tchnął na proch i powstał człowiek. On tchnie na ludzi i stają się prochem. "Synowie ludzcy, wracajcie!"/Ps.90.3/ - było wypowiedzianym przy upadku, słowem, przez które Bóg wydał wyrok śmierci na każdego człowieka i już nic więcej nie musiał dodawać. Odbywająca się na całym obliczu ziemi smutna procesja rodu ludzkiego, przechodzącego od narodzin do grobu, jest dowodem, że Jego początkowe Słowo wystarczyło. 

Przyjmujemy niski i prymitywny pogląd, jeśli wyobrażamy sobie Boga podczas dokonywania dzieła stworzenia mającego fizyczny kontakt z rzeczami, formującego i budującego rzeczy, tak jak to robi cieśla. Biblia uczy inaczej: "Przez Słowo Pana powstały niebiosa i wszystkie ich zastępy przez tchnienie ust Jego. Bo On przemówił, a wszystko powstało; On rozkazał a zaczęło istnieć."/Ps.33.6.9/ "Przez wiarę poznajemy, że Słowem Boga światy zostały stworzone"/Hbr.11.3/. I znowu musimy pamiętać, że Bóg nie odwołuje się to do swego pisanego słowa, ale do swego mówiącego Głosu. Chodzi tu o Głos, który jest o niezliczone wieki starszy od Biblii. Głos, który nie ucichł od czasów stworzenia, lecz ciągle rozlega się w najdalszych zakątkach wszechświata. 

Słowo Boga jest żywe i skuteczne. Na początku Bóg przemówił do nicości, i nicość stała się czymś. 

Nie zwracamy wystarczającej uwagi na głębię treści zdania zapisanego w Ewangelii Jana: "Była światłość prawdziwa, które oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi"/Jn.1,9/. Przestawmy szyk zdania, a prawda ciągle będzie taka sama: "Prawdziwa światłość oświeca każdego człowieka, który przychodzi na świat". Słowo Boga porusza serca wszystkich ludzi jako światłość duszy. W sercach wszystkich ludzi świeci światłość, dźwięczy Słowo, i nie na od nich ucieczki. Coś takiego musiało zaistnieć, jeśli Bóg żyje i jest obecny w tym świecie. A apostoł Jan mówi, że tak jest, Nawet ci ludzie, którzy nigdy nie słyszeli o Biblii, zostali nauczeni z wystarczającą jasnością, by usunąć wszelką wymówkę z serc na zawsze. "Wykazują oni, że treść Prawa wypisana jest w ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające" /Rzym.2.15/ "Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy."/Rzm.1.20/. 

Wszechobecny Głos Boga nazywany jest często przez starożytnych Żydów "Mądrością", i mówiono, że wszędzie rozlega się Jej głos i bada całą ziemię szukając odpowiedzi od synów ludzkich. Ósmy rozdział Księgi Przypowieści Salomona zaczyna się tak: "Czyż Mądrość nie nawołuje, nie wysila głosu Roztropność?" Dalej autor przedstawia mądrość jako piękną kobietę, które "na najwyższym szczycie, przy drodze, na rozstaju zasiada"/Przyp.8.2/. Jej głos rozlega się z każdego miejsca, tak żeby dotarł do każdego. "Odzywam się do was mężowie, wzywam was synowie ludzcy"/Przyp.8.4/ Potem zwraca się do prostaczków i głupich, aby słuchali jej głosu. Mądrość Boża czeka na duchową odpowiedź, której zawsze szukała, ale rzadko znajdowała. Tragedią jest, że chociaż nasz wieczny dobrobyt zależy od słuchania, wyćwiczyliśmy nasze uszy, żeby nie słyszeć. 

Ten wszechobecny Głos zawsze rozbrzmiewał i często trapił ludzi, choć nie rozumieli źródła swego strachu. Czy możliwe jest, aby ten Głos, sączący się jak żywa mgła na serca ludzi, był nie odkrytą przyczyną przygnębienia sumienia i tęsknoty za nieśmiertelnością, wyznawaną przez miliony ludzi od zamierzchłych czasów? Nie musimy się silić na odpowiedź. Mówiący Głos jest faktem. Natomiast każdy z nas musi sam dla siebie wyciągnąć naukę z tego, jak inni ludzie na ten Głos reagowali. 

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

wtorek, 8 maja 2012

Naturą Boga jest mówienie, przekazywanie Swych myśli innym

"Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo". (Jn.1.1)
 
Zwykły, rozsądny człowiek, nic nie wiedzący o prawdach chrześcijańskich, gdyby natknął się na ten tekst, doszedłby do wniosku, że naturą Boga jest mówienie, przekazywanie Swych myśli innym. I miałby rację, Słowo jest środkiem wyrażania myśli. Nazwanie Wiecznego Syna "Słowem" prowadzi nas do przekonania, że pragnienie wyrażania siebie jest nieodzowną cechą Trójcy Świętej, że to Bóg zawsze szuka sposobności, by przemówić, do swego stworzenia. Cała Biblia potwierdza tę myśl. Bóg mówi. Nie, że Bóg przemówił, ale że mówi teraz. W swej naturze jest Kimś, kto ciągle mówi. Wypełnia świat swym mówiącym Głosem. 

Jedną z największych prawd jest to, że w tym świecie mamy do czynienia z Głosem Bożym. Najkrótsza i jedynie zadowalająca teoria o powstaniu świata jest taka: "Przemówił i stało się". Odpowiedzią na pytanie prawa natury "dlaczego" jest Żywy Głos Boga nieodłącznie widoczny w Jego stworzeniu. A Słowo Boga, przez które powstał wszechświat, nie może być zrozumiane jako Biblia, ponieważ nie jest to ani pisane, ani drukowane Słowo, ale wola Boża wyrażona w strukturze wszystkich rzeczy. Słowo Boże jest tchnieniem Bożym wypełniającym świat zdolnością do życia. Najpotężniejszą siłą w przyrodzie jest Słowo Boga, a właściwie jest jedyną siłą w przyrodzie, bowiem cała energia przyrody bierze się stąd, że zostało wypowiedziane Słowo pełne mocy. 

Biblia jest zapisanym Słowem Bożym, a ponieważ jest czymś zapisanym, jest też czymś ograniczonym wymogami atramentu i papieru lub skóry. Jednak Głos Boży żyje i jest wolny, tak jak wolny jest Bóg. "Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i życiem"/Jn.6.63/. W wypowiadanych słowach zawarte jest życie. Słowo Boże w Biblii tylko wtedy ma moc, gdy odpowiada Bożemu Słowu we wszechświecie.

Chaos usłyszał Słowo i nastał porządek, usłyszała ciemność i stała się światłość. "Bóg rzekł i tak się stało". Te bliźniacze wyrazy, jako przyczyna i skutek, często pojawiają się w historii stworzenia opisanej w Księdze Rodzaju. Słowo "rzekł" jest przyczyną dla słowa "tak". Słowo "tak" - to wyrażenia "rzekł" w czasie teraźniejszym. 

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

poniedziałek, 7 maja 2012

Tak więc przez pokolenia wszystko szło w dół

Płycizna życia, puste filozofie religijne, szukanie elementów rozrywkowych na nabożeństwach, gloryfikowanie ludzi, opieranie się na zewnętrznej religijności, kultywowanie na wpół religijnych społeczności, stosowanie kupieckich metod, błędne traktowanie energicznego charakteru człowieka jako działanie w mocy Ducha Świętego. Te i podobne rzeczy są oznakami fatalnej dolegliwości, głębokiej i poważnej choroby duszy.

Za tę naszą okropną chorobę nie jest odpowiedzialny ktoś jeden szczególnie, ale i żaden chrześcijanin nie jest wolny od winy. Wszyscy dołożyliśmy starań bezpośrednio lub pośrednio, do tego smutnego stanu rzeczy. Byliśmy zbyt ślepi, by widzieć, zbyt bojaźliwi, by mówić, lub też zadowoleni z siebie, by pragnąć czegoś lepszego niż tylko nędznej i pospolitej strawy, którą inni wydają się być usatysfakcjonowani. Innymi słowy, zaakceptowaliśmy przekonania innych, naśladowaliśmy życie innych, a doświadczenia innych stały się naszymi wzorcami. Tak więc przez pokolenia wszystko szło w dół. Teraz osiągnęliśmy głęboką dolinę pełną piasku i spalonej trawy, a co najgorsze, zmieniliśmy Słowo Prawdy tak, by pasowało do naszych przeżyć, i przyjęliśmy tę nędzną dolinę jako wspaniałe pastwisko.

Potrzeba zdecydowanego serca i czegoś więcej niż odrobiny odwagi, by wyrwać się i uwolnić z uchwytu naszych czasów i wrócić na drogi biblijne. Lecz to daje się zrobić. Zarówno w przeszłości, jak i teraz, chrześcijanie musieli to czynić. Historia odnotowała wiele takich powrotów na dużą skalę, prowadzonych przez takich ludzi, jak święty Franciszek, Marcin Luter czy Jerzy Fox. Niestety, obecnie wydaje się, że nie ma takich ludzi. Czy można spodziewać się takiego szerokiego powrotu przed przyjściem Chrystusa, czy też nie, jest pytaniem, co do którego chrześcijanie nie są w pełni zgodni, ale nie jest to dla nas teraz ważne.
 
Co Bóg w Swej potędze może jeszcze uczynić na skalę światową, tego nie wiem. Lecz co On chce uczynić dla zwykłego szukającego Go człowieka, co do tego jestem przekonany, że wiem i mogę o tym powiedzieć innym. Niech tylko człowiek szczerze nawróci się do Boga, niech tylko zacznie ćwiczyć się w pobożności, niech szuka wzrostu swojej duchowej wrażliwości, w zaufaniu, posłuszeństwie i pokorze, a rezultaty przejdą wszelkie oczekiwania, jakie mógł mieć podczas lat chudych i słabych.

Każdy człowiek, który przez pokutę i szczery powrót do Boga wyrwie się z trzymających go szablonów i zacznie szukać dla siebie duchowych wzorców w samej Biblii, będzie zachwycony tym, co tam znajdzie.
Powtórzmy raz jeszcze: Wszechobecność Boga jest faktem. Bóg jest tutaj. Cały wszechświat żyje dzięki Jego życiu. Nie jest On nieznanym i obcym Bogiem, ale bliskim Ojcem naszego Pana Jezusa Chrystusa, którego miłość przez tysiące lat obejmowała nas grzesznych ludzi. On zawsze próbuje zwrócić naszą uwagę, próbuje objawić się, porozumieć się z nami. A w nas jest zdolność poznania Go, jeśli tylko odpowiemy na Jego próby zbliżenia się (I to jest to, co nazywamy szukaniem Boga!). Będziemy Go coraz bardziej poznawać w miarę, jak nasza wrażliwość będzie się doskonalić przez wiarę, miłość i praktyczne używanie.

O, Boże i Ojcze, pokutuję za moje grzeszne, przesadne zajęcie się widzialnymi rzeczami. Zbyt dużo tego świata jest przy mnie. Ty byłeś tutaj, a ja nie wiedziałem. Byłem ślepy na Twą Obecność. Otwórz moje oczy, abym mógł Cię zobaczyć we mnie i wokół mnie. Proszę w Imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.
 
A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

środa, 2 maja 2012

Moje bezradne serce jest bezużyteczną gliną

Tak, jak źródłem wszelkiego dobra w życiu ludzkim jest Bóg, tak samo źródłem duchowej wrażliwości jest Bóg. Na tym polega suwerenność panowania Boga, a czują ją nawet ci, którzy w niewystarczający sposób podkreślają to w swej teologii. Pobożny Michał Anioł wyznał to w swym sonecie:

Moje bezradne serce jest bezużyteczną gliną, bo samo z siebie nie może się nakarmić.

Tyś jest nasieniem dobrych i świętych dzieł, które wschodzą do życia, gdy dajesz rozkaz. Dopóki nie pokażesz nam Swej prawdziwej drogi, żaden człowiek jej nie znajdzie. Ojcze, Ty Sam musisz nas prowadzić!
Słowa te zastępują wszelkie rozprawy na temat głębokości i powagi świadectwa tego wielkiego chrześcijanina.

Ważne jest, by rozpoznać, że Bóg w nas działa, a jednak ostrzegam przed zbyt wielkim zajęciem się tą myślą. Może bowiem doprowadzić do całkowitej bierności. Bóg nie uczyni nas odpowiedzialnymi za zrozumienie tajemnicy wybrania, przeznaczenia i niezależności Bożego panowania. Najlepszą i najbezpieczniejszą drogą do rozwikłania tych prawd jest wzniesienie oczu do Boga z głęboką czcią i powiedzenie: "O Panie, Ty wiesz". Rzeczy te należą do głębokiej i tajemnej Wielkości Wszechwiedzy Bożej. Wdzieranie się w te tajemnice może uczynić z nas teologów, ale nigdy świętych.

Wrażliwość to nie pojedyncza rzecz, a raczej złożone połączenie kilku elementów w duszy. Jest to pokrewieństwo, skłonność, czuła reakcja, pragnienie posiadania. Można z tego wywnioskować, że są tego różne odcienie, że może to mieć rozmaite, większe lub mniejsze natężenie, w zależności od poszczególnej osoby. Ćwiczenie może je wzmocnić, zaniedbanie - stłumić. Nie jest to niezależna od nas, przemożna siła spadająca na nas z góry. Jest to rzeczywiście dar od Boga, lecz należy go rozpoznać i zatroszczyć się o niego tak, jak o inne dary, jeśli ma osiągnąć cel, dla jakiego był dany.

Jeśli się tego nie zrozumie, stanie się to przyczyną niezwykle groźnego błędu popadnięcia we współczesną, formalną religijność. Myśl o dbaniu i ćwiczeniu, tak ważna dla świętych ludzi w przeszłości, nie znajduje teraz miejsca w całym naszym religijnym świecie. Jest zbyt mało atrakcyjna, zbyt pospolita. Domagamy się teraz błyskotliwości i szybkiej dramatycznej akcji. Pokolenie chrześcijan wyrastających wśród guzików i automatów niecierpliwi się na powolniejsze i mniej bezpośrednie metody osiągania celów. Próbujemy zastosować maszynowe, zmechanizowane metody w naszych stosunkach z Bogiem. Szybko czytamy jeden rozdział z Pisma świętego, krótko modlimy się i pośpiesznie biegniemy dalej, mając nadzieję nadrobienia naszego wewnętrznego bankructwa pójściem na nowe nabożeństwo, lub słuchaniem wzruszających opowieści przygód misjonarza, który ostatnio wrócił z daleka. Tragiczne skutki tego odbijają się na naszym stanie duchowym.

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga